Aye



You are not connected. Please login or register

Aye » Another Day » Kärdla » Centrum Miasta » Plac

Plac

Idź do strony : 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 2]

1 Plac on Nie Paź 26, 2014 9:37 pm

Admin Maś

avatar
Pan i Król
Place miały to do siebie, że poza byciem płaską powierzchnią użytkową, nie miały za dużo do zaoferowania. Tak było i w tym przypadku, bo, gdy tylko ściągnęło się stąd wszystkie budki, był to zaledwie skrawek powierzchni miasta wyłożony kostką brukową. Jego otoczenie za to było bardzo ciekawe. Znalazło się w nim parę wyższych budynków i jeden z oddziału Judgementu. Można stąd też dostrzec siedzibę władz miasta.
~*~

Noc była ciepła, księżyc jasno świecił, a kto tutaj stał był pewny- z tego nie będzie dzieci. Głównie dlatego, że placyk był dość mocno zatłoczony. Po brzegach rozstawiono stoiska z jedzeniem, grami i konkursami. Na środku można było sobie usiąść przy jednym z drewnianych stolików. Gwar rozmów roznosił się jeszcze daleko od samego miejsca. Wszystko oczywiście zostało oświetlone za pomocą świec czy lampionów. Jedynym niepasującym elementem był sterowiec, którego pulpit informacyjny nadaj żarzył się jasnym światłem podając aktualną pogodę: zachmurzenie zerowe, wiatr słaby północny, temperatura 20 stopni Celsjusza.
//do 3 osób przyjmę w tym miejscu//

Zobacz profil autora http://anotherday.forumpolish.com

2 Re: Plac on Pon Paź 27, 2014 8:02 pm

Gość

avatar
Gość
Kaguya dziś wcześniej skończyła pracę i nie miała ochoty na robienie czegokolwiek w domu. Nie czuła się skuszona ani literaturą, ani dobrodziejstwami internetu. Właśnie po to ruszyła do miasta, z początku kierując się w stronę swojej ulubionej cukierni. W końcu słodkości to przywilej samotnych!
Niestety musiała przebrnąć plac, który był dziś pełen nie tylko szarej masy, ale też kolorowych stoisk z najróżniejszymi pierdółkami. Nie czuła się tym zirytowana, ale też nie potrafiło to na niej zrobić wrażenia. Kiedy ostatnio była na festiwalu? Chyba jeszcze w jej ojczyźnie, to było... pięć lat temu? Jeszcze wtedy studiowała. Ale czas robi swoje, a panna Hattori starzała się coraz bardziej.
Dzisiaj nosiła trampki, jeansy, białą koszulkę oraz czarną bluzę. U boku miała torebkę, w której miała na wszelki wypadek gaz pieprzowy. I właśnie uciążliwie przeciskała się przez tłum, aż w końcu ktoś ją zepchnął w pobliże jednego ze stolików, przy którym siedziała grupka młodzieży, której nawet nie obdarzyła spojrzeniem.

3 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 2:22 pm

Gość

avatar
Gość
Neptun stał sobie w ciszy przy zaułku, wychodzącym na plac. Szykowała się jakaś grubsza impreza. Znajdował się przy jakimś mało znaczącym barze. Miał widok na wszystko, ale przejmował się teraz głównie gotówką trzymaną w ręku. Bądź co bądź, ale trzeba dokładnie przeliczyć. Westchnął, pociągnął nosem. Chyba miał katar. Wykonał jakiś numer, mocno się bulwersując przy drugim sygnale. Spróbował raz jeszcze. Udało się.
- Cholera jasna... masz mnie za idiotę?!- wydzierał się do słuchawki. Ktoś dzisiaj mu nieźle nadepnął na odcisk.
Poprawił swój czarny płaszcz, nastawiając kołnierze do góry. Zakrywał on całą resztę jego ubioru. Wystawały zaś jeszcze tylko czarne, eleganckie, błyszczące spiczaste buty.
- Absolutnie. Nie zrobisz tego do końca terminu...- spojrzał na zegarek. - Czyli dziś do godziny 00:00, to pozbawię cię wszystkich zębów...- machnął wściekle ręką. - Ty mi nawet nie próbuj wyłudzać dodatkowych godzin. Nie. Nadużyłeś już wystarczająco.- rozłączył się, łapiąc za głowę. - jak ma się tyle na głowie, to można zwariować.- o ile już to się nie stało. Czarnowłosy czekał jeszcze jakąś chwilę. Podszedł do niego pewien młodziak, o dziwo jeden właśnie z tej grupki, którą minęła pewna dziewczyna...
Hammurabi miał zamiar bowiem sprzedać mu prochy. I tak rzeczywiście zrobił. Trwało to szybko. Odprowadził tylko wzrokiem klienta. Skoro takie tłumy, to po pierwsze nikt nie zauważy, po drugie wielu jest chętnych. I wtedy był świadkiem tej sytuacji, w którą zaraz miał zamiar wkroczyć...

4 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 4:36 pm

Gość

avatar
Gość
Niespodziewanie usłyszała obok siebie zachwycone gwizdy dorastających chłopców. Odwróciła się i posłała im przepełnione chłodem spojrzenie. Jak to dobrze, że jej spojrzenie nie potrafiło zabijać, bo zapewne populacja Kardli w mgnieniu oka zmniejszyłaby się o parę duszyczek. Poczuła jeszcze większy głód łakoci, a jednocześnie rozdrażnienie spowodowane swoim własnym zachowaniem. Czy jest już na tyle samotna, że poświęca choćby jedno, lodowate spojrzenie takim żałosnym śmieciom? Nagle do jej uszu dobiegł głos, który niemalże doprowadził ją do białej gorączki: "Hej, jesteś nauczycielką? Wiesz, dawno mi nikt nie stawiał pały..." - czara goryczy się przelała.
Zanim się zorientowała, na placu rozległo się bardzo głośne plaśnięcie, a poczerwieniały, pryszczaty zbereźnik zaciskał zęby, wstając. Jego towarzysze nagrodzili go salwami prymitywnego rechotu. Będąc w amoku nie usłyszała ich następnych słów, dość powiedzieć, że podnieśli się i z debilizmem wymalowanym na twarzy patrzyli na panią neurolog, najwyraźniej próbując coś zrobić. Ona zaś zdała sobie sprawę z tego, że może być już za późno, by sięgnąć po gaz pieprzowy.

5 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 6:03 pm

Gość

avatar
Gość
- Hola, hola... - wtrącił się Neptun, brawurowo łapiąc rękę jednego z chłopaków, trzymającego nóż i wykręcając nią, jak mokrą ścierkę kiedy się wyżyna. To był tylko moment kiedy koleś został uderzony czymś twardym w brzuch. Zgięty w pół, padł na kolana. Hammurabi nie liczył ile ich tu było. Na zdrowy rozsądek nie powinien mieszać się w sprawę. W dodatku spostrzegł swojego klienta w tej bandzie debili. Cóż... nie wybierasz konsumentów. To oni wybierają sklep. Hammurabi parsknął śmiechem. - Jest tyle powodów, aby nie ruszać bezbronnej kobiety... - w końcu nie wiedział, że ta była uzbrojona w gaz pieprzowy. - Widać nie każdy potrafi przyjąć do siebie pewnych zasad wychowania i przyswoić ich sobie.  - Hammurabi nawet prostytutki szanował. Co prawda praca nieciekawa, ale wciąż kobieta. Czy ładna, czy brzydka. Ręki nie podnosił. W przypadku zleceń - sprawa wyglądała zupełnie inaczej. - I nic się nie zmieni. - westchnął,zadając mocnego kopniaka w kark skulonego młodziaka. Nie chciał przechodzić do drastycznych metod, dlatego na tym się zatrzymał. Zerknął na swojego klienta, a potem przemówił do reszty. - Kilku na jednego? Dalej... spróbujcie... a gwarantuje wam, że wyrżnę was jak pnie. - ukazał śnieżnobiałe ząbki w szaleńczym uśmiechu. Oczy pełne obłędu. Dziś miał zły dzień. Stał tyłem do kobiety. Miał nadzieję, że po całej sprawie - nie będzie planowała odwiedzić jego szkoły, w celu porozmawiania z dyrektorem. Nie chciał kłopotów.
Jeden z typowych "dresów", zaczepiających bezbronnych ludzi - wystartował do Neptuna. Zapewne pod wpływem słów Hammurabiego, nie wytrzymał napięcia. Pozostali stali. Ten pierwszy, który został pokonany, z trudem się podnosił.
Pan furiat natomiast szarżował z nożem prosto na czarnowłosego. Osiemnastolatek nawet nie zrobił uniku. Złapał swojego wroga mocno za rękę, wytrącając bez problemu nóż. Uderzył kolesia prosto z pięści w twarz. Neptun odskoczył parę kroków, następnie nadbiegł i zwinnie podskoczył w górę, uderzając potężnym kopniakiem adwersarza. Ten padł. Na tym się nie skończyło. Neptunowi puściły nerwy. Już nie powstrzymał się. Złapał za nóż i wbił go w rękę furiatowi. Zawył z bólu, wyrywając się. Mocno przyciskał rękę do piersi, ciekając. Potykał się o własne nogi. Czy aby przypadkiem role się nie odwróciły? Nim Neptun zdał sobie sprawę z tego, co właśnie zrobił, rozejrzał się szybko. Ludzie prawdopodobnie zauważyli bójkę. Może ktoś miał zamiar zaraz zareagować?
Hammurabi przeanalizował sytuację. Złapał ciemnowłosą dziewczynę za rękę i pociągnął ją wprost do wielkiego tłumu, ludzi gromadzących się na placu w celu obchodu festynu. Plan był taki: Zniknąć przez kolesiami w tym gwarze i przepychu. Pewnie pobiegli za nimi jakiś kawał, ale Neptun szybko ich zgubił. Po wyciągnięciu odpowiednich wniosków, dalsze wdawanie się w bójkę było niepotrzebne. Z tego co usłyszał kobieta była nauczycielką... już i tak... chyba miał przechlapane. A może i nie?
- Ty... - wziął głęboki wdech Neptun, dysząc. - Musisz mieć niezłego pecha, aby zostać napadniętą przez uczniów. W dodatku na festynie.- a on za to miał niezły tupet, mówiąc do niej na "ty". Spoglądał na nią tajemniczo swoimi niebieskimi oczami. - Sądzę, że nie dadzą ci łatwo spokoju...

6 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 6:28 pm

Gość

avatar
Gość
Nie sądziła, że kiedykolwiek zostanie wmieszana w bójkę jakichś licealistów. W końcu była kobietą, a szkolne lata miała od dawna za sobą. Z powagi sprawy zdała sobie sprawę dopiero wtedy, kiedy dostrzegła błyski stali. Przełknęła ślinę, po czym spróbowała wmieszać się w tłum, ale chyba było za późno. Ukradkiem spróbowała zanurkować dłonią w torebce, może uda jej się wyciągnąć uniwersalny środek obezwładniający. Tymczasem ludzie mijali ich jak gdyby nigdy nic, po prostu się ciesząc festiwalem i nie zwracając uwagi na drobne zachmurzenie w atmosferze ogólnej radości. Gdyby tak pozostało do końca, sytuacji mogłaby się skończyć nienajlepiej dla panny Hattori.
Wtedy też do całej awantury wmieszał się kolejny chłopak, który praktycznie od początku nie żałował agresji. Ku jej uldze w jej obronie. Czyżby? Rycerz na białym koniu? Niech będzie, liczy się, aby przeżyła. Kolejne słowa, które wypowiadał, utwierdzały ją w przekonaniu, że otrzymała ratunek. Szkoda tylko, że od jednej... osoby. W ciągu kilkunastu sekund przed jej oczyma rozegrały się iście dantejskie sceny wzbogacone monologiem rodem z jakiegoś niskobudżetowego anime. Jedno jej spojrzenie oraz słyszane okrzyki bólu wystarczyły, aby zrozumiała, że miała farta i trafiła na jednego z "głównych bohaterów", którzy mają obłędne zdolności bojowe.
W tym czasie kolejne pary oczu zaczynały obserwować zajście, ba, miała wrażenie, że kilka osób robi zdjęcia, a ktoś robi nagranie. Filmik z całej akcji nie tylko przedostanie się do internetu, ale też do monitoringu miejskiego. Momencik... po drugiej stronie placu jest siedziba Judgementu. Nie, nie miała ochoty na przesłuchania i ciąganie po sądach, nawet jeżeli teoretycznie była tylko świadkiem.
Poczuła mocny uścisk, a mgnienie oka później była ciągnięta w tłum przez swojego wybawcę. Odeszli gdzieś na bok, ale dalej nerwowo się rozglądała, czy przypadkiem ktoś z charakterystyczną opaską nie idzie w ich stronę.
- Zdarza się - wzruszyła ramionami. Krzyki poszkodowanych tonęły w miejskim szmerze. Nie uciekli tak daleko, ale przy takiej rotacji masy ludzkiej, to było jak całe kilometry - Takich gówniarzy można spotkać w każdym środowisku - wzruszyła ramionami. Torpedował ją swymi niebieskimi oczami. Kilka lat temu pewnie zwróciłaby na niego uwagę, ale dzisiaj... nie, nie jarała się nieco młodszymi chłopczykami. Już kilku takim zaglądała do mózgów. Dlatego bez śladu rumieńca na twarzy mogła rozmawiać nawet z młodym, ponętnym bogiem - W tym mieście mnie już nie znajdą. Chyba.

7 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 6:47 pm

Admin Maś

avatar
Pan i Król
Tłum ludzi wrzał radośnie spędzając ostatnią wolną noc. Co bystrzejsze oko mogło dostrzec, że członkowie pewnych jawnych organizacji dyskutują o czymś zagorzale przez krótkofalówki. Padały szyfry i kody, których na szczęście nikt nie usłyszał.
Tym czasem piękna pani neurolog po przeżyciu kilku nieco wstrząsających chwil mogła się nacieszyć towarzystwem bisza Neptuna, który to dzisiaj grał chyba rolę księcia w srebrnej zbroi. Być może udałoby im się nawet pogadać dłużej o różnych mózgach czy białych proszkach nasennych, gdyby Kaguyi nie zaczepił jeden ze mężczyzn posiadających swoje stoisko.
- Hej panienko, nie chcesz może spróbować szczęścia? Wyglądasz mi na twardą babkę.
Za nim znajdowała się mini strzelnica z trzema tarczami. Na ladzie tuż obok parki leżały strzelby na strzałki, które zapewne służyły do gry. Nie wiadomo jednak jaka była wygrana.

Zobacz profil autora http://anotherday.forumpolish.com

8 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 7:04 pm

Gość

avatar
Gość
- "Ileś krwi i zgrozy leży na dnie wszystkich 'dobrych rzeczy'!"- powiedział do siebie. Oparł się o ścianę jakiegoś budynku. Stali trochę na uboczu, ale też znacznie bliżej festynu. Znacznie w bezpieczniejszym miejscu. Nie oczekiwał od niej podziękowań. Uznał, że to co zrobił było po prostu jego wyborem. Dobrym, albo złym. To się okaże. - Cóż... ja uważam co innego. To miasto... ta wyspa... jest tak samo splugawiona, jak reszta świata. Jaki jest tylko sens tworzenia tej sztuczności? I podtrzymywanie? To woła o pomstę do nieba... zniewaga... ta... każdy cię tu może...- niestety przerwano mu jego monolog. Jakiś mężczyzna zaczepił kobietę. Cóż... musiał jej przez chwilę towarzyszyć. Dopiero co wybawił ją z opresji. Czy był księciem w srebrnej zbroi na białym rumaku? Konia nie miał. Posiadał motor. Wolał też spać na złocie, gdyby to było możliwe. Westchnął tylko, przeczesując swoje włosy. - No tak... festyn...- w sumie dobra przykrywka, aby wtopić się w tłum. Musiał jednak ustalić jedną wersję, gdyby przybyli jacyś podejrzani ludzie. Chociażby z kontroli bezpieczeństwa. Neptun miał już jednego inspektora na karku. Ta kobieta pilnowała go... aczkolwiek ostatnio wyleciała na Majorkę. Miał obecnie labę. Co mu groziło za nieprzestrzeganie umowy z nią? Lepiej nie wiedzieć. - Ej...- zaczął, lekko zdekoncentrowany panującym wokół gwarem.  - Tamten nóż... - rzekł.  - ta sytuacja... Czy skłamałabyś dla mnie?- prosił ją o przysługę? Raczej o wyrównanie rachunku. Liczył na to, że będzie zeznawała w razie co na jego korzyść. Stał tuż obok niej, wpatrując się w strzelbę i tarczę. Niczym banalna randka. Włożył ręce do kieszeni, rozmyślając głęboko nad zaistniałym problemem. Nie mogło się wydać, że brał udział w bójce.

9 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 7:57 pm

Gość

avatar
Gość
Słuchała tylko w połowie filozoficznego wywodu swojego wybawcy. Lubiła czasem pogadać na tematy egzystencjonalne, ale nie kiedy dopiero wydostaną ją z łap bandy zbirów. Osobiście nie chciałaby się stać celem obserwacji jakichś służb, szczególnie, że powinna dbać o dobre imię swojej rodziny również w tych stronach. Rozprawa sądowa mogłaby poważnie nadszarpnąć renomę, na którą do tej pory zapracowała sobie w tym miejscu, a na to nie mogła sobie pozwolić. Natychmiast dostrzegła okazję, kiedy przypruł się do nich facet od karabinów.
- Na razie sza. Udawaj - powiedziała półszeptem, po czym stworzyła na swojej twarzy wspaniały, promieniujący szczęściem uśmiech w międzyczasie biorąc pod ramię prawdopodobnie zaskoczonego bisza Neptuna - Ohh... Ja... No cóż, nie jestem w tym dobra, ale - jeszcze bardziej wygięła swe usta puszczając spojrzenie swojemu wybawcy. Oby on też miał jakieś zdolności improwizatorskie - Spróbuję. To chyba dobrze, prawda? - jeśli musiała, uiściła stosowną opłatę za strzał. Udając niepewność, chwyciła strzelbę. Nie za ten koniec co trzeba. Czego się nie robi, żeby stworzyć pozory? Oczywiście po chwili to poprawiła, ale chciała wyglądać maksymalnie nieporęcznie z tą bronią - Yhmm... Dobrze to trzymam? Tak, prawda? - zerkała co chwilę na młodzieńca. Tylko oczy Kaguyi zdradzały fałsz, którym karmiła wszystkich dookoła - Tak, chyba tak - dodatkowo jej głos był bardzo łagodny, jakby była zupełnie inną osobą. Z samego zachowania dałoby się wywnioskować, że jest licealistką, albo bardzo młodą studentką. Niestety, latka leciały.
Kiedy już zabrała się poważnie za strzał, za cel obrała sobie środkową tarczę. Była praworęczna lewooczna - podobno tak mieli najlepsi snajperzy na świecie. Upewniła się, że trzyma strzelbę prosto. Znała podstawy, więc zerknęła też, czy z celownikiem wszystko w porządku. W końcu koleś mógł naciągać wszystkich, a na przykład nie regulował muszki. Jeśli wszystko wydawało się idealne, uniosła broń, po czym wstrzymała oddech. Wyciszyła się przymykając prawe oko. Bywała czasami na strzelnicy, ale nie na tyle często, by dorównywać poziomem profesjonalistom. Jej palec spoczął na spuście. Mijały kolejne sekundy, kiedy ona wciskała bardzo powoli spust. Tylko totalni amatorzy strzelają od razu, przez co broń łatwo zmienia pozycję w momencie wystrzału. W końcu, zanim powietrze zaczęło jej się kończyć, rozległ się brzęk. Strzałka poleciała w kierunku tarczy...

10 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 8:06 pm

Admin Maś

avatar
Pan i Król
Opłaty żadnej wnosić nie trzeba było. Widać z niektórych atrakcji skorzystać można było za darmo. Mężczyzna przyglądał się z zaciekawieniem jak Kaguya łapie broń i powoli przymierza się do strzału. Kiwał przy tym głową, powtarzając nieco pod nosem „tak, tak dobrze”. Z samym sprzętem nie było nic złego. Zwykła zabawka bez żadnych dodatkowych… „udziwnień” na plus dla właściciela.
Strzałka poleciała w kierunku tarczy i niestety nie trafiła w samą dziesiątkę. Ale była dość blisko niej! Mężczyzna zacmokał z uznaniem dla pięknej pani doktor.

- No, no. Niezłe panienka ma oko. 
Schylił się nagle sięgają po coś spod lady. Trochę mu to zajęło, ale, gdy już się wynurzył, trzymał w rękach pluszowego misia o wysokości około 50 centymetrów.
- Proponuję spróbować też na innych stoiskach. Całkiem tutaj ich sporo.- Wyciągnął przed siebie rękę i zatoczył nią koło. Faktycznie, nie brakowało miejsc do zabawy.- Podobno gdzieś można wygrać spotkanie z kimś z rady, ale nie wiem dokładnie gdzie.

Zobacz profil autora http://anotherday.forumpolish.com

11 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 8:53 pm

Gość

avatar
Gość
Neptun nie miał zamiaru wciągać się w te "gry". To było dla niego zbyt przyziemne. Nie bawiło go to. Nie sprawiało frajdy. Obserwował tylko jak kobieta strzela. Od czasu, kiedy musiał zająć się swoim życiem na poważnie - czyli po zabiciu zabiciu swojego ojca, zatracił się w swym świecie. Tym złym. to co kiedyś wywoływało u niego uśmiech na dziecięcej twarzy, dziś było tylko grymasem bądź obojętną twarzą. Innymi razy jeszcze radość pod wpływem oglądania cudzej agonii. Nic więcej. Uważał, że całe jego życie lgnie ku destrukcji. Jak i też świat. Dlaczego nie przyspieszyć tego procesu? Po co angażować się w coś, co nie ma żadnego sensu? Zastanawiał się nad wieloma sprawami. Prowadził wiele wewnętrznych retrospekcji. Monologów. Ale miał wrażenie, że stoi w miejscu.
- Obym nie skończył jak Józef K. - zaśmiał się pod nosem, nawiązując do utworu "Proces" Franza Kafki. Bohater nie miał jednak nic wspólnego z Neptunem. Prócz pewne faktu. Neptun prowadził monotonny tryb życia. Codziennie to samo. Widział tyle ludzi umierających. Nic go już nie wzruszało. - Brawo. - skomentował, klaszcząc teatralnie, gdy kobieta odebrała swoją nagrodę. Postanowił dalej wtapiać się w tłum, więc chwycił ją delikatnie za łokieć, prowadząc w przód. Ku kolejnych miejsc. Nich się odstresuje. Wtedy pomówią o sytuacji. - Swoją drogą, nie przedstawiłem się. Jestem Neptun. - nie widział problemu, w wyjawieniu danych o sobie. Wystawiał otwarcie swoje karty. - Często ci się zdarza, że padasz ofiarą licealistów? Jesteś nauczycielką? - spojrzał na nią z powagą. - Z drugiej strony, gdybym ja był nauczycielem... - zamyślił się, nie kończąc zdania. A raczej mówiąc je w głowie. "Gdybym ja był nauczycielem to powyrzynałbym pół klasy z nudów." Tak brzmiała odpowiedź. Oczywiście Neptun z góry założył, że jest nauczycielką. Nie wiedział przecież, że jest neurologiem.

12 Re: Plac on Sro Paź 29, 2014 9:11 pm

Gość

avatar
Gość
Pozwoliła, aby drobny wyraz triumfu wypełzł na jej twarz. Nic szczególnego, mogła się bardziej postarać. Ale teraz przecież udawała. Z uśmiechem odebrała nagrodę, chociaż nie miała wielkiego sentymentu do pluszaków. Odezwała się, kiedy już odeszli dalej.
- Nikt nas nie śledził? - zapytała ciszej, by się upewnić. Ale nawet gdy się rozejrzała, nie wydawało jej się, aby byli pod obserwacją. Chociaż kto wie? To miasto ma wiele tajemnic i dziwactw, o których nie miała zielonego pojęcia - Jestem ci coś winna. Chyba mnie uchroniłeś od nieprzyjemności. Dziękuję. Więc skłamię, o ile nie podstawią mi pod nos nagrań i zeznań dwudziestu świadków - wzruszyła ramionami. Była na tyle inteligentna, aby wiedzieć, jak to wszystko działa. Czasem walka jest z góry przegrana i najlepszym rozwiązaniem jest minimalizacja strat - Kaguya. Miło poznać - nie zorientowała się, że nastolatek nosi bardzo dziwaczne imię należące do jednego z bogów. Tylko jej coś świtało w pamięci, ale nie przywiązywała do tego wagi. Chyba nie miała okazji i potrzeby stykać się z rzymską mitologią - Nie. Pracuję w szpitalu. A coś takiego... zdarzyło mi się wcześniej raz. Ale zakończyło się na pogróżkach z mojej strony - odpowiadała, pobieżnie oglądając inne stoiska bez większego zainteresowania. Misia niosła pod pachą - Gdybym była nauczycielką, to po tygodniu pewnie dałabym sobie spokój. Użeranie się z takimi osobnikami jak oni to istna tortura - z drugiej strony była na tyle perfekcyjną studentką, że zapewne uczyłaby w naprawdę renomowanej szkole. Ale jej to nie kręciło ani trochę.

13 Re: Plac on Czw Paź 30, 2014 3:16 pm

Gość

avatar
Gość
Chłopak miał natomiast ten przywilej, że chodził do jednej z najlepszych szkół. Miał nieprzeciętny umysł. Potrafił doprawdy wiele zrobić. Był również przystojny. Znaczy się tak - ale singiel. Któż wytrwałby przy nim na tyle długo? ten nieznośny charakter. Wychodzi na to, że nie miał aż tak źle w życiu. Co spowodowało, że zboczył na złą ścieżkę?
-Kaguya... - powtórzył, a następnie dodał, rozglądając się dyskretnie. Obserwował każdego człowieka, przemieszczającego się obok nich w obrębie czterech metrów. Niestety nie miał oczu z tyłu głowy. Przydałby się. -Och, więc jesteś lekarzem... - zrobił lekko zdziwioną minę. Cała ta gra w podchody była zaledwie delikatną igraszką. Neptun właśnie wydobywał delikatnie informacje od dziewczyny. Czy mógł jej ufać? Przynajmniej tak w 50%? -Jesteś zadowolona na tej wyspie? - spytał, spuszczając wzrok na swoje ciemne, lakierowane buty. Szli powoli. Na razie im się nie spieszyło. -Znaczy... wybacz. Zagalopowałem się. Może to zbyt intymne pytanie, acz... analizuję wiele spraw i można mnie tak nazwać... ankieterem? - zaśmiał się ironicznie. -Ten festyn... - dla niego takie miejsca były zwykłą gównianą paradą, odwracającą ludzkie oczy od prawdziwych problemów.
Czarnowłosy wpadł na intrygujący plan. Aby jednak do niego dojść, musiał dowiedzieć się o Kaguyi znacznie, znacznie więcej. Ciekawe czy żyła tu długo? Czy zdawała sobie sprawę z istnienia osób o nadnaturalnych mocach? Co uważała o systemie? I tyle... tyle, tyle pytań! a przed wszystkim...
-Długo się nad tym zastanawiam. Jesteś młodą ładną kobietą Kaguya, która stała się ofiarą napaści nieletnich. Czemu nie uratował cię twój chłopak? Czemu sama spędzasz tak... radosny dzień? - słowo radosny - ledwo przeszło mu przez gardło. To była kolejna prowokacja. Nie wiedział tylko, że tym pytanie może nadepnąć na odcisk kobiecie.

14 Re: Plac on Czw Paź 30, 2014 7:02 pm

Gość

avatar
Gość
- Nie narzekam na to miasto - wzruszyła ramionami idąc dalej. Miała mieszkanie, interesującą i dobrze płatną pracę, mogła w spokoju prowadzić swoje badania. Podchodziła do wszystkiego z pewnym dystansem, szczególnie do wielkiego napisu "Eden", którego znaczenia nie potrafiła rozwikłać, chociaż też nie poświęcała temu tak wiele uwagi, jakby mogła - Jakie pytania ci się jeszcze cisną na język? - jej wybawca był bardzo dziwny. Wypytywał na samym początku o dość nietypowe sprawy. Ale nie było żadną tajemnicą, że jest jej dobrze. Z pewnością dalej miałaby na swojej twarzy wymalowany stoicki spokój, gdyby nie pewno bardzo głupie pytanie zadane przez pewnego smarkacza... W ułamku sekundy znacznie się zachmurzyła, powieki zaczęły jej momentalnie drżeć - Do... Do cze-czego zmierzasz? - wycedziła z ogromnym wysiłkiem przez zęby, kiedy czerwieniała. Tylko niedawny heroiczny czyn, którego dokonał chłopak powstrzymywał ją przed przyrąbaniem mu torebką, albo z plaskacza. Jeszcze nad sobą panowała. Jeszcze.

15 Re: Plac on Czw Paź 30, 2014 8:54 pm

Gość

avatar
Gość
-Doprawdy do niczego. - skłamał. Ale widać było, że coś czai się za tą jego tajemniczą maską. Zbyt spokojny. Wreszcie zaczął. -Więc pracujesz w szpitalu... - powtórzył jej wcześniejsze słowa. -Jesteś samotną kobietą, nie mającą nic do roboty... - wywnioskował po jej reakcji. Trochę sobie za dużo pozwalał, ale nie chciał jej obrażać. -Zwłaszcza fakt... że zapewne nudzisz się na tej wyspie.- wszystko to wywnioskował, rozmawiając z nią w tak krótkim czasie. Neptun był spostrzegawczy, umiał też wydobywać informacje. -Powiedz mi... - wciąż po głowie chodziły mu jeszcze jej słowa o tym, że nie narzeka na to miasto. Jak mogła coś takiego mówić? On go nienawidził. Tak samo jak całego świata. Teraz ryzykował. -Czy przyjmujesz robotę na zlecenia? - i zaczynało się. Nie planował wyjawiać jej kim naprawdę jest, że dysponuje niebezpiecznymi mocami jak i sprzętem (chociażby wypełnionymi chyba po brzegi w gaciach - a tak serio w kieszeniach płaszcza). Chciał spróbować nakłonić ją zwyczajnie do współpracy. Potrząsnąć jej życiem. Tym nudnym. Monotonnym. -Gdybym był wstanie spełnić jedno twoje marzenie... albo zachciankę. Tak... zachciankę na obecną chwilę... - starał się pilnować też i swoich słów. -Powiedz mi... czego pragniesz? - zatrzymał się patrząc w jej oczy. Przenikał w nie. Lustrował. Uważnie obserwował też jej reakcję. Czy mu przywali? Czy uzna za zboczeńca? Wariata? A może zaciekawi się? I będzie brnęła w to dalej?

16 Re: Plac on Czw Paź 30, 2014 10:02 pm

Gość

avatar
Gość
Zęby Japonki zazgrzytały, wyrażając dalece posunięty brak zadowolenia ze strony ich posiadaczki. Ciężko być zachwyconym z towarzystwa kolesia, który bawi się w przesłuchanie i powolne wyciąganie z niej informacji. A że miała swoje brudniejsze sprawy, nie mogła sobie pozwalać na zdemaskowanie. Nie nudziła się na wyspie, bo większość czasu zabierały jej badania nad esperami oraz bierna opieka nad krewną. Problem był jeden, a mianowicie nie znalazła sobie faceta - Nie. To dziwne pytanie jak na licealistę - niemal warknęła w odpowiedzi. Widać było na pierwszy rzut oka, że jest bardzo, ale to bardzo mocno wku... rzona. Nagle zaczął na nią patrzeć. Młody chłopaczek, jakich mogła oglądać do woli każdego dnia, ba, sami przyłazili do jej gabinetu. Pana Hammurabiego obdarzyła lodowatym, spokojnym spojrzeniem. Z jego tonu głosu oraz postawy szybko wywnioskowała, że byłby niezłą męską prostytutką. Ona panowała nad swoimi hormonami na tyle dobrze, by nie korzystać z usług takich panów. Mimo to, spojrzawszy na Neptuna, pokusiła się o cień uśmiechu. Niespodziewanie nachyliła się do niego, po czym wyszeptała - Marzę teraz o jednej rzeczy... by zajrzeć ci do mózgu.

17 Re: Plac on Czw Paź 30, 2014 10:21 pm

Gość

avatar
Gość
-Ha ha ha... - odparł jej, z szerokim cwaniackim uśmiechem. - Zabrzmiało to dosyć bardzo dwuznacznie.- no, a jakże by inaczej. -W dodatku... cóż za poufałość? Proszę... nie szepcz tak mi do ucha, bo się zarumienię. - zażartował złośliwie. Tak naprawdę, coś takiego go nie ruszało. Nie interesował się na serio kobietami. Znaczy heteroseksualny to był (chociaż - żeby życie miało smaczek...), ale z pewnych powodów też nie mógł znaleźć sobie partnerki. -Cóż... wyznam szczerze... - a rzadko to się zdarzało, aby do tego dochodziło. -Wydaje mi się, że pasowałabyś do mojej organizacji. - obejrzał ją od stóp do głów. Elegancka i piękna - czyli estetykę spełniała. Inteligentna - no to jeszcze lepiej. Lekarz - no genialnie!
Neptun poczochrał swoje włosy. -Potrzebuje kogoś takiego jak ty. - rzekł z ogromną powagą w głosie. Nie żartował. -Zapewne zdążyłaś zauważyć, że nie przynależę do tego przyjemnego towarzystwa - wiecznie szczęśliwych ludzi. Ba! - przełknął ślinę. -Aż pewnie wieje od mnie kryminałem. - w końcu był notowany nawet. Inspektorzy mieli go na oku. A on potrzebował ludzi. Dzięki nim, nie ryzykowałby ponownym przymknięciem. Niby mógłby to rzucić. - ale odpada. Co się już zaczęło, należy doprowadzić do końca. -Lubisz eksperymenty? - teraz decydował się na dość mocne środki w celu przekupienia Kaguyi.

18 Re: Plac on Pią Paź 31, 2014 8:20 pm

Gość

avatar
Gość
Cóż, spodziewała się, że bardziej zastraszy młodzieniaszka. Może gdyby wiedział, że była neurologiem, wziąłby to bardziej na poważnie. Ale trzeba było skończyć z tymi pogaduszkami, bo takie sprawy mogą ją tylko wciągnąć w kłopoty. Co, jeśli taki Neptun jest agentem Judgementu, który dla niepoznaki był nawet gotowy uszkodzić kilku kolesi? Przecież żaden patrol ich do tej pory nie dopadł, więc to może coś znaczyć. Szczególnie, że całe miasto jest najeżone kamerami.
- Organizacji. Phi - zaśmiała się szyderczo, patrząc z pobłażliwością na zapalczywego chłopaka - Ile ty masz lat? Siedemnaście? Osiemnaście? I kim niby jesteś? Jakie masz teraz miejsce na świecie? Nie, nie pójdę lekkomyślnie za dzieciakiem, który ma jeszcze mleko pod nosem. Tym bardziej w grupę kryminalną, co chyba wynika z twojej wypowiedzi, umiejętności oraz ogólnego kontekstu naszej rozmowy - tak, doskonale, udawaj praworządną. Karm ich kłamstwami. Dbaj o dobro rodu. Hańba nie wchodzi w grę - Czego byś mi nie oferował, nie zamierzam przystać do pierwszego lepszego zbira w niejasnym celu - fakt, eksperymenty brzmiały ciekawie. Ale dało się to interpretować na wiele różnych sposobów. Poza tym nie mieszałaby kogoś takiego jak Neptun do swoich prywatnych spraw. Przede wszystkim mu nie ufa.

19 Re: Plac on Pią Paź 31, 2014 9:36 pm

Gość

avatar
Gość
Neptun spojrzał na nią zdziwiony. Przecież nikt jej nie kazał życiem ryzykować.
-Ech...- złapał się za głowę, zastanawiając się jak ma jej to wszystko wyperswadować. Może rzeczywiście powinien wyznać jej szczerze? Co planuje? A przynajmniej połowę. Nie miał zamiaru zwierzać się ze swojej przeszłości. -Cóż mogę odrzec. - wzruszył ramionami. -Powiem wprost. Lekarz, czy ktokolwiek związany ze szpitalem bardzo bym mi się przydał. Po pierwsze - łatwiej o pomoc medyczną, gdy jest się rannym. Gdybym zakrwawiony ciągle latał do publicznego, od razu by coś wyczuli i mnie przymknęli. - rzekł. -Po drugie... ktoś, kto będzie w stanie przeprowadzać badania naukowe. Rzecz jasna ufundowaniem wszystkiego zajmowałbym się ja. Dostarczaniem materiału tak samo.- podrapał się po policzku, wywracając oczami. -Po trzecie, zbieram do swojej organizacji każdego... kto jest wybitną jednostką. - i co? Tylko tyle? Oczywiście, że nie! Oblizał swoją dolną suchą wargę, zagryzając ją. Rozejrzał się po raz kolejny. Nikt ich nie podsłuchiwał. -Jasne, nie przebije jakiś wielkich kryminalnych jednostek. Ale mam zamiar próbować. Co jest moim celem? Cóż... najpierw chce znaleźć członków. Prowadzę rekrutację. Nazwa organizacji brzmi Sprzysiężenie Wolnych Handlarzy. - nawet jeżeli by mu odmówiła, nie bał się, że pobiegnie z tym na policję. Czemu? Ach... pewność siebie. I tyle. No i zapewne parę innych czynników oraz argumentów go uspokajała. Był jak woda. Raz spokojny, raz burzliwy. Niebezpieczny i tajemniczy. -Zajmuję się praktycznie wszystkim, co nielegalne. Tak. Mam osiemnaście lat. I mam, że tak powiem zawód wyrobiony od pieluchy. - mówił prawdę. W końcu jego ojciec był bossem dilerów. -A ludzi zbieram, ponieważ mam ręce pełne roboty i nie wyrabiam ze wszystkim.- posłał jej szelmowski uśmiech, aczkolwiek bazujący wciąż na naturze cwanego lisa. Prychnął, kręcąc głową. Spojrzał na wysokie budynki, mieszczące się trochę dalej. -Marzę o tym, żeby wszyscy wiedzieli o istnieniu esperów.- oznajmił, przekraczając kompletnie granicę. Nie powinien przecież o tym rozpowiadać. Niektórzy wiedzieli o osobach utalentowanych, posiadających moce... ale żyli tu też zwykli cywile. Cóż on czynił? Neptun nie chciał życia w ciszy. Doskonale wiedział, że i tak nie pożyje długo. Dlatego pragnął coś zmienić ze swoim losem. Zademonstrować - że taki mały byt jak on, w tym całym wszechświecie, ma coś do powiedzenia! Dlatego interesowała go krótkoterminowa współpraca. Nie na zawsze. Nie zależało mu na bliskich relacjach z innymi. Nie... doskonale wiedział, że w niczym to mu nie pomoże. Przyjaźń byłaby tylko balastem. Tak samo miłość. Nie angażował się. Wobec tego dodał. -To nie jest praca na stałe.- zabrzmiał, jak najbardziej szczerze. Nie kłamał. Oj nie. -Stanowisko dla ciebie, nie byłoby również niebezpieczne. To praca bardziej w ukryciu. Nawet nie pragnę, aby ktokolwiek nastawiał za mnie kark.- on chciał tylko rozdawać zlecenia, wykonywać też swoje, zbierać fundusze na akty demonstrujące jego brak przynależności ze światem (taki happening, jak dla niego?) oraz spędzić ostanie chwile życia z siostrą.

20 Re: Plac on Pią Paź 31, 2014 10:09 pm

Gość

avatar
Gość
Cała ta jego historyjka... Tak, on musi być tajniakiem. Skrzywiła się obdarzając go zirytowanym spojrzeniem - Każdemu przechodniowi coś takiego gadasz? Przy pierwszym spotkaniu proponujesz mi wejście w dziwne przedsięwzięcie. I o co ci chodzi z tymi wybitnymi jednostkami? Bo wychodzi na to, że są to dla ciebie losowi ludzie. To brzmi źle. Po tygodniu aktywniejszej działalności cię przymkną, jeżeli będziesz się tak zachowywał - nie, żeby czegoś żałowała. Był idiotą, jeżeli naprawdę był tym, za kogo się podawał i zdradzał jej ot tak swoje plany. A jeśli będzie na tyle sprytny, że dłużej przetrwa, może go kiedyś zobaczy na stole operacyjnym w nielegalnym szpitalu, w którym pracowała - Ciężko mi uwierzyć, że gadasz o tym, kiedy obok nas przechodzą inni ludzie - nie miała ochoty donosić na tego osobnika. Może kiedyś uratuje mu życie i zerżnie za to od niego kasę, co jej się osobiście podobało. Niestety, jak będzie się z tym tak obnosił, na pewno szybko wpadnie w łapska służb porządkowych. Nie chciałaby być w to zamieszana. On wyglądał na straceńca. Jak go przymkną, to może sypać na lewo i prawo - Chyba nie wyglądam jak bezrobotna potrzebująca pracy dorywczej. Mam sporo poważnej pracy i bardzo, ale to bardzo nie lubię, kiedy ktoś zakłóca mój spokój - w tym momencie wystarała się nawet o potępieńcze spojrzenie skierowane na Neptuna - Wszystko co nielegalne, jest niebezpieczne. W mniejszym lub większym zakresie. Bagatelizowanie tego, to kopanie pod sobą grobu. A zresztą, po co cię pouczam, skoro i tak cię nie powstrzymam? - wzruszyła ramionami. Zdecydowanie nie była najlepszym pedagogiem. Od niej oczekiwano tylko badania mózgów.

21 Re: Plac on Sob Lis 01, 2014 11:49 am

Admin Maś

avatar
Pan i Król
Gdzieś dalej nad parkiem niebo rozświetlał pokaz fajerwerków. Kilka osób przystanęło, przyglądając się mu z błyszczącymi oczami. Szkoda, że nie mogli być w dwóch miejscach na raz.

Nikt Kaguyi i Neptunowi na szczęście nie przeszkadzał albo się nimi przejmował. W porównaniu z atrakcjami byli dość kiepską rozrywką. Dalszą rozmowę jednak przerwał im telefon, ale nie jeden. Nagle cały plac rozdzwonił się w rytm różnych melodii i tonów. Także Kaguya i Neptun mogli poczuć pozytywne wibracje, jeżeli tylko posiadali odpowiedni sprzęt.

Zobacz profil autora http://anotherday.forumpolish.com

22 Re: Plac on Nie Lis 02, 2014 10:25 am

Gość

avatar
Gość
-Ech... może zwyczajnie mnie poniosło? I tak nic nie zrozumiesz. - odparł, kręcąc głową. Najwyraźniej stworzenie organizacji się nie powiedzie. Czyli co? Akcja w pojedynkę? Jeżeli się nie powiedzie, będzie musiał harować bardziej niż zwykle. -W takim razie zapomnij.- zmienił całkowicie nastawienie. Jak mógł mówić coś takiego? "Zapomnij" ? Po wymianie tylu informacji? Chyba, że Kaguya rzeczywiście uzna to za dobry żart. Neptun natomiast szedł spokojnie dalej, zadumany w swoich myślach. Chyba go zirytowała, bo humor mu się pogorszył. Jak to poznać po mężczyźnie nie ukazującym na swej twarzy żadnych emocji? Cóż... zasadniczo to ciężko, bo Hammurabi był nieobliczalny.
Gdy wszystkie telefony zadzwoniły... miał ochotę wyrzucić swój telefon. Najlepiej trzepnąć nim w jakiegoś przechodnia. No i tak zrobił... Naprawdę...
Momentalnie wyciągnął swój telefon, rzucając nim byle gdzie. Miał o tyle farta, że jego obiekt telefoniczny, przeleciał jak pocisk szybko, acz i nie natrafiając na twarz jakiegoś człowieka. Roztrzaskał się, uderzając prosto w jakąś latarnię. Widać... Neptun teraz się wściekł. Same dźwięki, dzwoniących telefonów, go irytowały. Popadał we wściekłość.
-Ech...- westchnął tylko, dalej niezadowolony. To, że prawie by kogoś uziemił tym telefonem, nie robiło na nim żadnej różnicy. -Jesteś chyba spięta Kaguya... taka sztywna.- odrzekł. Oho, zaczynało się. Zaraz jeszcze by jej zaoferował "nockę". Rzecz jasna nie za darmo. -Tak w ogóle to kto dzwoni?- udał, że sytuacja z przed sekundy nie miała miejsca. CO TO ZA PYTANIE? Najpierw rozpieprzył telefon, a dopiero potem zainteresował się kto, może dzwonić? Idiota? Nie... chory na umyśle...

23 Re: Plac on Nie Lis 02, 2014 6:09 pm

Gość

avatar
Gość
Nie chciała rozumieć Neptuna i jego dziwacznych pomysłów. Miała na głowie lepsze rzeczy do roboty, od odwalania za jakiegoś zbuntowanego nastolatka ryzykownej pracy. Niech sobie haruje, niech bawi się w uliczne walki, ona się nie będzie do tego mieszać. Nawet z pacjentami z nielegalnego szpitala nie rozmawiała zbyt wiele. Nie chciała znać ich spraw, nie chciała w to wchodzić zbyt głęboko. Zależało jej tylko na dodatkowych pieniądzach.
Wzruszyła ramionami. O, trafił sobie na kobietę, która nie będzie niczego nikomu zwracać. Tyle miał szczęścia. Dalej nosiła swojego misia, chociaż nijak nie był jej potrzebny. No dobrze, trochę czuła się dumna z tego, że ładnie strzeliła, ale się nie przyznawała do takich uczuć. Emocje, które zajmowały chłopaka, ją praktycznie nie obchodziły. Mimo to lekko odsunęła się od niego, kiedy z wyraźną wściekłością rzucił swym telefonem w losowe miejsce. Dobrze, że nie spowodował tym żadnych problemów.
Westchnąwszy, sięgnęła po swoją komórkę. Przecież nie zginie, jeśli przeczyta jakiś tekst, prawda? Zerknęła na treść smsa - Dobrze jest mi jak jestem taka, jaka jestem - mruknęła pod nosem, analizując podesłaną wiadomość. Głupkowate pytanie chłopaka puściła mimo uszu. Jego sprawa, że właśnie roztrzaskał swoją komórkę o miejską infrastrukturę.

24 Re: Plac on Sro Lis 05, 2014 2:15 pm

Gość

avatar
Gość
Szał Neptuna jednak niekoniecznie odwoływał się do sytuacji. Miewał po prostu częste napady nerwicy. Za takim to nie nadążysz. Zmieniał zdanie dwa razy szybciej, niż kobieta w ciąży, czy też podczas okresu. Zorientował się, że raczej nici z tworzenia jego organizacji. Może ustąpić? No cóż, skoro nie chciała. Nie mógł jej zmuszać. Jeżeli chodzi o telefon, miał jeszcze parę w zapasie. I tak non stop zmieniał numery. Z jednym raz wytrzymał góra 5 dni. To dla niego i tak wyczyn.
-Nieważne. - odrzekł, nie słuchając jej. W głowie robił mu się coraz większy chaos. -Nieważne. - powtórzył, ni to do kobiety - a bardziej chyba do siebie. -Już chyba nie powinienem zawracać ci głowę... - pokręcił własną, robiąc spory grymas. Chyba dawał jej możliwość po prostu ucieczki. Nie oczekiwał, że chciała z ogromną chęcią z nim łazić po mieście. Zerknął na zegarek na lewym ręku. Co on teraz zrobi?

25 Re: Plac on Czw Lis 06, 2014 6:32 pm

Gość

avatar
Gość
- Jasne. Dziękuję za ratunek - wysiliła się na uśmiech - Może się jeszcze spotkamy. A może nie - i odeszła w swoją stronę, poprawiając niesforną grzywkę. W rękach niosła misia, jakby była jakimś bachorem. Ale ładny strzał był chyba najlepszą rzeczą, jaka ją dzisiaj spotkała.
Z każdym krokiem oddalała się od swojego wybawcy. Olała go? Dała mu "kosza"? Nie wyraziła odpowiednio wdzięczności? Jakkolwiek by tego nie interpretować, nie da się ukryć, że była dość oschła.
Wizytę w cukierni przełożyła na jutro. Kręcenie się dalej w tych okolicach mogło być strzałem w stopę. Kto wie, czy ktoś właśnie nie przeszukuje monitoringu, by później zacząć ją poszukiwać ze względu na incydent? Rodzina była najważniejsza. Przyśpieszyła kroku zmierzając do miejsca, które od jakiegoś czasu zwała domem.

[z/t]

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 2]

Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach