Aye



You are not connected. Please login or register

Aye » Another Day » Kartoteka » Karty Postaci » Venit Chaos - Freya Hammurabi

Venit Chaos - Freya Hammurabi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Venit Chaos - Freya Hammurabi on Pon Paź 20, 2014 5:55 am

Gość

avatar
Gość
Informacje podstawowe:

    Imię i nazwisko: Freya Hammurabi
    Płeć: Kobitka
    Data urodzenia: 16 stycznia 2017 roku
    Wiek: 17 wiosenek
    Wzrost: 158 centymetrów
    Waga: 44 kg (niedowaga)
    Grupa krwi: 0rh-
    Pochodzenie: Floryda, Miami
    Zajęcie: Uczennica drugiej klasy liceum Szkoły Artystycznej, oddział muzyczny. Dodatkowo uwielbia fotografować. Czasami udaje jej się złapać dorywczo jakąś pracę w stylu fotoreportażu dla jakiegoś czasopisma czy zdjęć do magazynu.


Informacje techniczne:

    Nazwa posiadanej mocy: Przewodnictwo prądowe
    Poziom mocy: 2
    Umiejętności:
  • Lingwista: Angielski (Przyznany gratis, 5)
  • Fotograf (5)
  • Kucharz (4)
  • Mistrz walki: Capoiera (3)
  • Zręczność (3)
  • Inteligencja (3)
  • Śpiewak (3)
  • Wiedza: zwierzęta. (2)
  • Siłacz (2)
    Przedmioty specjalne:
  • Paralizator – trochę prądu do prądu, w sumie rzadko z niego korzysta. W przeszłości ojciec jej go podarował. Trzyma raczej z sentymentu.
  • Jako, że szybko się męczy, zwykle podróżuje nieco podstarzałym, czarnym rowerem. Bardzo o niego dba.


Informacje szczegółowe:

    Aparycja:
    Większość ludzi zapytanych o Freyę powie coś w rodzaju „urocza” czy „nawet ładna”. Na jej twarzy niemal zawsze gości ciepły, przyjacielski uśmiech, naprzemiennie z koncentracją czy zamyśleniem. Pięknością nie powala ale do brzydkich również nie należy. Całokształt w bieliźnie przedstawia się raczej przerażająco – szczupła (czy raczej wychudzona), z wyraźnie zarysowanymi żebrami i obojczykiem, przypomina bardziej szkielet. Jakimś cudem na twarzy aż tak tego nie widać. Ona cała wygląda jakby miała się złamać w pół pod wpływem większego wysiłku. Biust ma przeciętnej wielkości. Smukłą szyję zazwyczaj zasłania czerwony szalik, który zakłada niemalże zawsze. Długie, sięgające łopatek, kasztanowe włosy zazwyczaj pozostawia rozpuszczone, za dużo też z nimi nie robi. Często spina grzywkę spinkami żeby nie leciała jej na twarz. Oczy ma dosyć duże, koloru jaskrawej zieleni wpadającej w kolorystykę limonki, w słońcu nabierają wyjątkowo ładnej barwy. Jednakże nawet gdy się śmieje one pozostają smutne, martwe, bez wyrazu (inna sprawa gdy się czymś ekscytuje lub coś podziwia – wtedy aż błyszczą z podniecenia). Jeśli chodzi o resztę twarzy – nieco wystające kości policzkowe, pełne, dziewczęce usta i mały nos. Cerę ma gładką i dosyć bladą. Ubiera się różnie, czasami woli trochę pomarznąć ale ładniej wyglądać, dzięki temu przywykła do tego, że prawie zawsze jest jej zimno. Kiedy idzie robić zdjęcia przy brzydkiej pogodzie i niskiej temperaturze, zawsze zakłada czarne, wełniane rękawiczki bez palców, sięgające łokci. (Coś jak to) Jej ulubione kolory to właśnie czerń, czerwień i błękit.

    Choroby fizyczne/cechy szczególne:
  • Ciężko to nazwać chorobą ale źle znosi upały. Kiedy temperatura rośnie Freya jest nie do życia.
  • Przez plecy przebiega jej długa, cienka blizna, pamiątka po wypadku z przeszłości.
  • Szybko się męczy, nie może zbyt długo biegać. Pomimo to lubi spacerować.

    Osobowość:
    Chaos i Freya są synonimami. W jej przypadku to czysta prawda. Zdarza się, że najpierw wybucha śmiechem by potem nadąć policzki i odejść, obrażona, w efekcie czego potem płacze. Nie należy do beks ale uśmiech, który często gości na jej twarzy, w większości przypadków jest sztuczny i/lub wymuszony. Takie wahania nastrojów wynikają poniekąd z powoli postępującej depresji. Przez swój trudny charakter ciężko jej znaleźć jakiekolwiek towarzystwo, lub przyjaźń/miłość (a jest wybitnie nieprzystępna, zarówno dla płci męskiej jak i żeńskiej), toteż większość czasu spędza w samotności, ewentualnie z aparatem. Przywykła – brak ludzi dookoła jej nie przeszkadza a gdy musi przebywać w tłumie czuje się źle. W szkole, na przerwach, zwykle ucieka na dach, pusty korytarz lub podwórze. Szczególnym upodobaniem darzy to ostatnie gdyż uwielbia przebywać na łonie natury. Śpiew ptaków, szum morza czy padający deszcz uspokajają jej zszargane nerwy i pozwalają poukładać myśli. Jeśli chodzi o lekcje to nie jest zbyt aktywna ale sumienna i podporządkowana. Typowa „grzeczna i cicha” uczennica, rzadko sprawia problemy i nie przeszkadza nauczycielom w prowadzeniu zajęć. Przez to nierzadko pada ofiarą dokuczań czy wyśmiewania. Sprawia wrażenie, że to po niej spływa ale w głębi duszy czuje się dotknięta i urażona – a należy do dumnych osób więc nie da tego po sobie poznać. Przez ową dumę nikt jeszcze nie widział jej płaczącej (oprócz brata). Przy takim traktowaniu przez rówieśników mogłoby się wydawać, że będzie okrutna i bezwzględna, ale w rzeczywistości ma całkiem dobre serce. Jeśli ktoś poprosi ją o pomoc to zazwyczaj nie odmówi. W błahych sprawach szybko wybacza i krótko się gniewa. Poza tym należy do osób cierpliwych – potrafi bardzo długo czekać na osobę, z którą jest umówiona czy dobre efekty jakichś czynności, co pomaga jej między innymi w fotografowaniu natury lub kapryśnych ludzi. Freya jest niezwykle pedantyczna, wyczulona estetycznie i perfekcjonistyczna, wszystko, co robi, musi być zrobione idealnie, ładnie i w ogóle na szóstkę. Łatwo wpada w zachwyt na widok – jej zdaniem – ładnych rzeczy. Przy tym pozostaje niezwykle wymagająca – nie zje byle czego, nie usiądzie na byle czym, nie ubierze się w byle co. Wyjątkiem jest… sen. Ulubionym zajęciem Frey’i, kiedy akurat nie ma innego, jest spanie. Jak najdłużej i byle gdzie. Sen traktuje jako oddzielne hobby i jeśli już zaśnie to ciężko ją obudzić. Można z tego wyciągnąć błędne wnioski, np. nazwać ją leniem. To byłaby nieprawda. Pomimo fatalnej kondycji fizycznej panna Hammurabi nienawidzi zastoju, uwielbia być w ruchu, jeździć rowerem czy urządzać sobie długie spacery. Często – nawet w ich trakcie – miewa zadumy, negatywne/egzystencjonalne rozmyślania czy napady kiepskiego/smutnego nastroju (niepotrzebne skreślić). Wbrew temu bywa nieraz dosyć infantylna. Co za tym idzie jej poczucie humoru jest raczej niedojrzałe i ciężko je zrozumieć. Zdarza się, że wyśmiewa rzeczy, które być wyśmiane po prostu nie powinny. Lubi „chomikować” – z uporem maniaka dużo rzeczy oszczędza lub chowa „na później”. Wierzy, że wszystko może znaleźć zastosowanie w przyszłości a pieniądze da się wydać w bardziej pożyteczny sposób niż ten, na który akurat chce się je wydać. Zwykle udaje odważną i z pozoru niewielu rzeczy się boi ale po prostu rzadko okazuje swoje słabości. W stosunku do brata jest bardzo opiekuńcza i pełna czułości, uważa go za jedyną szczęśliwą rzecz, jaka przytrafiła jej się w życiu. Dba o niego jak tylko może. Jest jedynym męskim towarzystwem jakie Freya akceptuje i zarazem jej jedynym przyjacielem.

    Choroby psychiczne/fobie/uzależnienia:
  • Czasami lubi zapalić przy takiej czy innej okazji, zawsze nosi ze sobą paczkę papierosów mentolowych i zapałek. Lubi też wypić ale ma raczej słabą głowę.
  • Cierpi na bulimię – uwielbia jeść i często obsesyjnie się objada po czym z premedytacją wszystko zwraca do muszli klozetowej, krzaków, etc., etc. Oczywiście w tajemnicy przed wszystkimi.
  • Męczy ją powoli narastająca depresja. Spowodowana jest wieloma czynnikami, między innymi faktem, że jej brat ciągle ryzykuje życie.
  • Ma nyktofobię – paniczny lęk przed ciemnością. Kiedy w pobliżu panuje mrok i nie ma chociażby maleńkiego źródła światła, w którym mogłaby usiąść, wpada w histerię, zaczyna odczuwać uderzenia przeszywającego chłodu, dusi się i nierzadko mdleje. Śpi przy zapalonej lampce, czasami z bratem (jak się akurat zgodzi).

    Rodzina:
    Ukochany, starszy braciszek Neptun. (Obecny na forum) Trochę „nieuporządkowany” psychicznie ale kocha swojego Nepu najbardziej na świecie. W końcu on jako jedyny zawsze stoi po jej stronie.

    Ciekawostki:
  • Lubi kiedy pada deszcz lub gdy szaleje burza.
  • Uwielbia zimę, zwłaszcza dużo śniegu leżącego dookoła.
  • W przeciwieństwie do brata kocha zwierzęta, najbardziej koty. Nie znosi ich jednak do domu z uwagi na Neptuna.
  • Ma trzech byłych, żaden nie mógł z nią długo wytrzymać. Rekordzista dał radę około roku. Była też z dziewczyną ale bardzo krótko. Ogólnie nawet przyjaciół ma niewielu (a tak właściwie to żadnego).
  • Zwykle na szyi nosi czerwony szalik, który jakimś cudem wydziergał dla niej brat.
  • Jest kompletnie nieczuła na widok krwi czy wnętrzności. Wymioty, kał, jelita, krwotoki czy złamania otwarte nie robią na niej wrażenia. Wręcz odrobinę ją fascynują.
  • Typowa estetka, w dodatku nieco pedantyczna – okropne połączenie? Dodać też trzeba odrobinę perfekcjonizmu i już wiadomo czemu nikt nie może z nią wytrzymać.
  • Nienawidzi bananów i pomidorów.
  • Bywa nieostrożna przez co często robi sobie jakąś krzywdę.



Historia:

Dzieciństwo to czas głupoty.
Uniosła rękę, w której skryła brudny od błota kamień. Demonstracyjnie pokazała go stojącym obok rówieśnikom.
Akceptacja najczęściej nie jest warta swojej ceny.
Szybkie, kontrolne spojrzenia na boki, przyspieszony oddech, bicie serca pozornie głośne jak syreny kutrów rybackich w porcie.
Zamach, rzut... i oniemienie.
- Łooo, zrobiła to – szepnął z niedowierzaniem młody, rozczochrany blondyn.
Szkło, jakby w zwolnionym tempie, rozprysło i opadło, przykrywając chodnik. Przywodziło na myśl prysznic, który ktoś szybko odkręcił i zaraz z powrotem zakręcił.
– Wiejemy! – krzyknęła niska, przygruba dziewczynka. Ubranie, które miała na sobie, wyglądało jakby miało lada chwila pęknąć i strzelać guzikami. Kiedy biegła krótkie, czarne włosy podskakiwały wraz ze wszystkimi fałdami ciała. Jak można łatwo zgadnąć przezywali ją „Gruba”.
Kilkuosobowa grupka dzieciaków nagle gdzieś zniknęła.
Freya została sama.
– Czemu uciekli…? – Opuściła wzrok. Wilgotne włosy opadły jej na twarz, przyległy do skóry. Obserwując swoje przemoczone od deszczu, granatowe trampki rozmyślała o kolegach z klasy. W głowie błysnęło jej wspomnienie wydarzeń sprzed około godziny.
– Skoro mówisz, że jesteś taka odważna, wybij szybę w gabinecie dyrektora. – Blondyn oparł dumnie dłonie na biodrach. Na jego twarzy zagościł wredny, wyzywający uśmiech. On sam przypominał kij – wysoki i chudy.
– W godzinach lekcyjnych! – dodała rudowłosa dziewczyna. Na całym jej ciele widniało mnóstwo piegów. Sama była uznawana za fałszywą ale najładniejszą w całej szkole.
Kasztanowowłosa nic nie powiedziała. Zacisnęła pięści układając w głowie plan działania. Przez cały czas wierciła blondyna zadziornym spojrzeniem.
– Nie zrobi tego – powiedziała nagle czarnowłosa przy kości. Miała zwyczaj klaskania w dłonie gdy się czymś ekscytowała. W jej przypadku nie było to ani urocze ani zabawne. – Boi się, patrzcie na nią!
– Zrobię to! – krzyknęła nagle Freya. Na jej twarzy zagościł wyraz takiej determinacji, że rudowłosa gwizdnęła z podziwem.
Gruba zaczęła klaskać.
Zawsze to robiła. Zawsze godziła się na niemożliwe zadania tylko po to ażeby koleżanki i koledzy ją polubili. Miała dość ciągłego bycia samą. Dość docinków i wyśmiewań. Chciała im zaimponować. Ciągle walczyła o ich uwagę i akceptację. Ciągle pakowała się w jakieś kłopoty.
Z zamyślenia wyrwał pannę Hammurabi dziki wrzask dochodzący gdzieś z boku. Odwróciła głowę. Oblał ją lodowaty pot. Poczuła jak ze stresu zawartość żołądka podchodzi jej do gardła.
Naprawdę to zrobiłam… Złapali mnie.
Chciała uciekać, pędzić, zniknąć. Schować gdzieś w krzakach albo między budynkami. Bardzo chciała… Ale nie była w stanie się ruszyć.
– Szyba… - bąknął woźny. Oniemiały obserwował na przemian uczennicę i wybite okno. – Ty… - wysyczał jak wąż, oskarżycielsko wymierzając w winowajczynię palec.
Druga klasa podstawówki i kolejny wybryk. Jeden z bardzo wielu.
Strach osiągnął szczyt. Freya zwymiotowała.

******

Pogoda była słoneczna. Czyste, błękitne niebo wisiało nad szkołą, dodając optymizmu i nastrajając na dobry dzień.
W cieniu, pod jednym z rosnących nieopodal dębów, leżała Freya. Wyglądała jakby drzemała. Upał ją wykańczał. W myślach marzyła o wskoczeniu do chłodnego basenu lub lodowatego morza. Pomimo to czuła się dziwnie zrelaksowana i odprężona. Dookoła nie było nikogo kto mógłby jej w jakiś sposób dokuczać.
Pieniędzy nigdy nie brakowało, jeżeli czegoś chciała to zwykle dostawała. Jeśli o to chodzi w domu była swego rodzaju księżniczką. Ale jako, że ojciec brał udział w przekrętach i brudnych interesach, a matka cały dzień zajęta była pracą w domu, nikt nie poświęcał jej wystarczająco dużo uwagi. Jedyną osobą, która wypełniała pustkę panny Hammurabi, był jej brat. Dlatego wciąż robiła coraz więcej by skupić na sobie ową uwagę rodziców i rówieśników.
Miała nadzieję, że jeśli pokaże rodzicom do czego jest zdolna to przestaną się w końcu kłócić i bić.
Zamknęła oczy. Słońce zmieniło swoje położenie, wraz z nim cień a wraz z cieniem Freya. Zostało kilka minut do kolejnej lekcji. Ogarnęło ją potężne uczucie lenistwa.
Głupie lekcje…
Martwiła się o Neptuna. Ostatnio wracał do domu coraz później, podrapany albo śmierdzący jakimś nieokreślonym zapachem. W rękach miał wypełniony różnymi rzeczami plecak, do którego nie pozwalał jej zaglądać. Kiedy wracał z nim pustym to ojciec robił mu awanturę. Nie była w stanie obronić go przed silną ręką taty. Nie, to nie tak. Być może byłaby w stanie ale nie miała wystarczająco dużo odwagi.
Uniosła głowę, mrużąc oczy przed słońcem. Słyszała niewyraźne kroki na trawie. Ktoś nadchodził. I nie był sam.
Stanęło nad nią trzech chłopaków ze starszych klas. Wyglądali na piątą albo szóstą czy nawet gimnazjum. Wszyscy jak na komendę skrzyżowali ręce na piersi i utkwili w niej wyczekujące spojrzenia.
Usiadła, poprawiając sukienkę. Westchnęła głęboko. Jeśli znowu przyszli jej dokuczać to ona nie zamierza czekać aż zaczną. Poczuła narastającą weń irytację. Uklękła z zamiarem wstania i odejścia.
Jeden z trójki złapał ją za kołnierz koszuli i mocno szarpnął do góry. Na moment straciła oddech. Zakaszlała.
– Rozpieszczone dziwadło! – Słyszała już różne epitety ale ten był nowy. Co znowu zrobiła żeby zasłużyć na takie miano? Chwyciła jego rękę próbując wyswobodzić się z uścisku. Trzymał mocno. Była cierpliwa, mogła poczekać aż napastnik opadnie z sił. Tylko czy jej duma to wytrzyma?
– Ivan wszystko nam powiedział! Mieszkasz w jakiejś willi i masz kupę pieniędzy! – wypalił agresor. Utkwiła spojrzenie w jego twarzy. Miał wąskie, okrutne, brązowe oczy i niezwykle czarne włosy. Wyglądały jakby ktoś wylał na nie beczkę smoły. A może po prostu były tłuste?
Nic nie odpowiedziała. Czekała na dalsze zarzuty. Bariera kompletnej obojętności, którą wokół siebie roztoczyła, na razie twardo stała.
Kim, do cholery, jest Ivan?
– Poza tym wylatuje z ciebie prąd! Pierdolone dziwadło! – ryknął, zaciskając mocniej pięść. Żyły na jego ręce nabrzmiały, mięśnie uwydatniły się pod skórą. Wszystkie zarzuty, które wykrzykiwał, były jak kolejne ciosy w jej twarz. Wymierzane policzki. Jeden, drugi, trzeci… Zazwyczaj ludzie boją się tego, czego nie są w stanie zrozumieć. Agresja to też objaw strachu.
Będę musiała wyprasować kołnierz. Cały jest wygnieciony…
To nie tak, że w ogóle nie czuła stresu czy lęku. Po prostu odsuwała od siebie zbędne myśli i koncentrowała umysł na błahych sprawach. Nie mogła okazać słabości bo byłaby przegrana na starcie.
– Daj spokój, Matt. Ona w ogóle cię nie słucha. – Brązowowłosy chłopak stojący z boku wyjął papierosa – ładna degeneracja, w takim wieku już palić – i odpalił go zapalniczką. Zaciągnął dym i po chwili wypuścił, uformowany w kółko. Nie ma co, miał dzieciak wprawę.
– Spróbuj czegoś innego. Może ją walnij? – bąknął dosyć mocno umięśniony, jak na swój wiek, na wpół łysy uczeń. Odruchowo powiódł wzrokiem dookoła sprawdzając czy nie mają przypadkiem widowni.
Skąd oni się urwali? Z poprawczaka?
– Chcesz zapalić? – zaproponował z obojętnością palacz. Nie czekając na odpowiedź wetknął dziewczynie papierosa do ust. Zamierzał go już odpalić ale Matt – najwyraźniej lider trójki – poirytowanym gestem wytrącił peta spomiędzy zębów, końcówkami palców uderzając w policzek Frey’i.
– Zgaś to, debilu! Jak cię nauczyciel dorwie to nie będzie ci tak wesoło! – syknął, odruchowo machając swoją ofiarą na boki.
– Możecie mnie już zostawić? Chciałabym iść na lekcję – burknęła z wyraźnym zniecierpliwieniem w głosie uczennica. Ponownie spróbowała wyswobodzić kołnierz z uścisku. Nie chciała ani palić ani słuchać ich sprzeczek. Jedyne czego aktualnie pragnęła to święty spokój.
Czarnowłosy uniósł brwi w zdumieniu.
– Zamknij mordę, dziwaku. Nie wiem które z was jest gorsze ale jak patrzę na twojego porąbanego braciszka to ciężko stwierdzić – warknął, marszcząc nos.
Coś pękło. Bezgłośnie. Boleśnie zakuło w klatce piersiowej.
Wrzask. Pełen cierpienia. Nieludzki wręcz. Wtórowały mu krzyki trwogi.
Co się dzieje?
Freya zdała sobie sprawę, że zacisnęła powieki. Otworzyła oczy i zamarła.
Na trawie konwulsyjnie wił się Matt. Widziała drobne wyładowania elektryczne dookoła jego ciała. Patrzył na nią, przerażony.
– Znowu… - szepnęła z przestrachem. Po raz kolejny użyła swojej mocy. Pomimo wszystko czuła zadowolenie. Nie była tak bezbronna jak oni sądzili. Pokazała im, że nie można z nią zadzierać.
Dwójka pozostałych gdzieś uciekła. Powiodła wzrokiem dookoła ale nigdzie ich nie było. Wzruszyła ramionami i podeszła do leżącego czarnowłosego.
– Mów sobie co chcesz ale nigdy nie obrażaj mojego brata! – wrzasnęła z wściekłością i kopnęła go z impetem w brzuch. Chyba zrobiła to za mocno bo splunął krwią. Pomimo to kopnęła go ponownie. Na jej twarzy zagościł okrutny uśmiech pełen satysfakcji.
– Oko za oko – burknęła i puściła się biegiem w kierunku przeciwnym, niż szkoła. W głowie majaczył jej obraz drzewa rosnącego pod ich domem. Tam się skryje.
Tam będzie miała spokój, którego tak pragnie.

******

W gimnazjum młodzież chyba zaczyna myśleć innymi kategoriami. To zdanie, wypowiedziane do niej przez jednego z nauczycieli, latało jej po głowie cały ranek, nie mogła go wyrzucić z umysłu.
– Wiesz, Freya…
Kucnęła, przykładając aparat do twarzy. Ustawiła ostrość i zbliżenie. Czuła dłoń wplecioną w swoje włosy, która delikatnie, wręcz czule, gładziła skórę jej głowy.
– Myślałem o nas. Ty się bardzo łatwo… denerwujesz.
Nie.
Kot uniósł łapę i podrapał się za uchem. Ogon lekko falował mu na boki.
Urządzenie cicho pstryknęło. Spojrzała na wyświetlone zdjęcie. Nie była zadowolona. Krzywe, rozmazane. Sprzęt wrócił na miejsce przy twarzy.
– Jesteś śliczna, urocza i dobra ale… – Dłoń przestała ją głaskać.
Nie. Nie, nie nie!
Jej umysł wrzeszczał. Serce rozrywała rozpacz. Poczuła jak drżą jej dłonie. Nie mogła tego opanować. Nic nie mówiła. Całą uwagę skupiła na fotografowaniu kota.
– Chcę zerwać. Nie wytrzymuję już twoich humorów.
Usłyszała jak on wstaje z ławki, przed którą ona kucała. Nie spojrzała na niego. Wciąż, przez aparat, pustym, niewidzącym wzrokiem oglądała zwierzę.
NIE!
– Ubiegłeś mnie, pierwsza chciałam to zrobić. Jesteś… nudny – usłyszała własny głos. Urwała, czując wzbierającą falę smutku. Duma. To ta pieprzona duma zmusiła ją żeby powiedziała takie okrutne rzeczy. Wcale tak nie myślała.
Kolejny. Znowu. Czemu? Co jest ze mną nie tak?
– No to… Yyy… żegnaj. – W jego głosie wyraźnie pobrzmiewał żal. Chyba miał nadzieję, że Freya spróbuje o niego walczyć. O nich.
Znieruchomiała z aparatem w dłoniach. Kot dawno sobie poszedł. Utkwiła spojrzenie w kołyszącej się na wietrze trawie.
Nie czuła dosłownie nic. Jakby ktoś sekundę wcześniej odpalił jej funkcję formatowania.
Wstała, chowając aparat do torby, po czym wolnym krokiem ruszyła do domu. Towarzyszyła jej nieznośnie ładna, jesienna pogoda i fruwające wszędzie kolorowe liście.
W ogródku dostrzegła brata. Był czymś zajęty, nie zauważył jej. Nie obchodziło ją co akurat robił. Potrzebowała go. Stanęła na środku ścieżki, zacisnęła pięści i zamknęła mocno oczy.
– CO JEST ZE MNĄ NIE TAK?! – wrzasnęła łamiącym się głosem. Po policzkach pociekły jej łzy, które tak długo wstrzymywała. Zaszlochała i uniosła powieki.
Tyberiusz biegł w jej kierunku. Wyglądał na bardzo zmartwionego. Chyba coś mówił ale nie słyszała go. Płakała zbyt głośno.
Objął ją. Wtuliła głowę w jego tors, zaciskając dłonie na materiale koszulki, którą miał na sobie. Głaskał jej głowę, całował czoło.
Na powrót zamknęła oczy.
Świadomość, że zawsze mogła liczyć na Neptuna uspokoiła ją.
Niedługo potem przestała płakać.

******

W nocy jest coś pięknego, magicznego. Na ulicach nie widać ludzi, łysy księżyc rzuca na miasto swój blask, gwiazdy migotają i błyszczą.
Skryła ręce w kieszeniach jeansów. Było chłodno. Do domu mogła dojść w krótkim czasie ale wydłużała sobie drogę przez przedmieścia nieopodal. Nie odczuwała potrzeby pośpiechu. Rodzice na pewno znowu się kłócili, brata pewnie nie było, miał dzisiaj jakieś zlecenie na mieście. Wracała z treningu capoiery. Na ramieniu wisiała jej torba z ubraniem na zmianę. Czuła dziwny spokój.
Minęła opierającego się plecami o latarnię mężczyznę. Usłyszała, że zaczął za nią iść.
Przyspieszyła. On też. Dłonie zaczęły jej drżeć ze stresu. Kłopoty?
Dogonił ją i chwycił stanowczo za ramię. Stanęła.
– Dokąd panienka tak późną porą sama idzie? – zapytał. Nie odwróciła głowy ale mogła przysiąc, że na jego twarzy gościł uśmiech.
– Do domu. Proszę mnie puścić – odpowiedziała z pozornym spokojem i szarpnęła ciałem. Trzymał mocno. Oblał ją zimny pot.
– Skąd ten pośpiech? Zabawmy się… – Szybkim ruchem obrócił ją twarzą ku sobie i złapał za nadgarstki. W międzyczasie torba zjechała z ramienia i opadła na chodnik. Czuła oddech nieznajomego, śmierdział alkoholem. Nie patrzyła na jego twarz, bała się. Próbowała wyswobodzić ręce z uścisku napastnika.
Przyparł ją do niskiego, metalowego płotu, który odgradzał jakiś dom. Ostre wykończenia kuły dziewczynę w łopatki. Zimna stal niemal paliła przez ubranie. A może to pozory?
Gwałtownym, niespodziewanym ruchem kopnęła go w krocze. Najwyraźniej nie był na to gotowy bo puścił jej ręce i jęknął z bólu. Wykorzystała ten moment by wyćwiczonym ruchem stanąć za nim i wysokim, wymierzonym w głowę kopnięciem pozbawić go przytomności.
Zmęczenie po treningu skutkowało powolnością ciosów. Złapał jej nogę w locie i przerzucił Freyę za siebie. Był bardzo silny.
Wylądowała na szpiczastych wykończeniach ogrodzenia i zsunęła się po nich. Ciężko opisać ten ból. Czuła jak metal rozrywa jej plecy, ciepła krew spłynęła po skórze. Zadrżała z bólu i przerażenia. Chciała krzyczeć, wołać o pomoc, wrzeszczeć z bólu jednak nie mogła wydobyć z gardła żadnego dźwięku. Opadła kolanami na chodnik, zupełnie bezbronna. Obraz przed oczami był rozmazany, chyba poleciały jej łzy.
Mężczyzna złapał ją za ręce i ciągnął po chodniku. Widziała jak zostaje za nią smuga krwi. Poczuła osłabienie.
Co się ze mną stanie?
Nie miała w ogóle siły. Ogarnęła ją dziwna obojętność. Odwróciła lekko głowę chcąc zobaczyć dokąd napastnik ją zabiera.
Wszystkie mięśnie jej ciała, jak na komendę, z całych sił się napięły.
Ciemny CIEMNY zaułek CIEMNY CIEMNOŚĆ NIE MA ŚWIATŁA
Wrzasnęła. Nie przestawała. Krzyczała z całych sił. Ignorując ból, który powoli znikał na skutek wzrostu adrenaliny, wyrywała ręce z uścisku, wierzgała, kopała powietrze, próbowała wstać, uciec, jak najdalej od mroku i tego obcego, który przestał dla niej stanowić główne zagrożenie.
– Zamknij się, mała, bo cię uciszę – syknął, przyspieszając. Ze zdenerwowaniem obserwował czy nikt ich nie widzi.
Im bliżej byli zaułka tym większa panika ogarniała Freyę. Ledwo oddychała. Zaszczuty jak u zwierzęcia umysł powołał się na ostatnią deskę ratunku.
– NEPTUN! BRACISZKU! POMÓŻ MI! – Zacisnęła powieki, z których leciało coraz więcej łez i wciągnęła haust powietrza do ściśniętych paniką płuc.
Można powiedzieć, że tym razem miała ogromne szczęście. Zza rogu wyłonił się nieco poobijany Tyberiusz z tym samym, nieodłącznym plecakiem. Chyba niezbyt rozumiał co właśnie ma miejsce lecz zareagował odruchowo, jak maszyna. Błyskawicznie dopadł mężczyzny po drodze wyciągając nóż. Czarna stal błysnęła w łagodnym świetle księżyca.
Dziewczyna nic nie słyszała. Za jej plecami krew tryskała na ściany, nieznajomy (dosłownie) umierał ze strachu, wierzgał… Ale ona tego nie słyszała. Powoli czołgała się w kierunku latarni.
Ręka, noga, ręka, noga, na zmianę…
Chodnik był bardzo zimny. Rozgrzane od posoki plecy i napięte mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Z uporem osła kierowała ciało do światła, jak spłoszona, otępiała ćma.
Kiedy osiągnęła swój cel skuliła się do pozycji płodowej, wywołując tym samym kolejną falę wypływającej krwi z rany na plecach, i straciła przytomność.
Tej samej nocy, w szpitalu, czekając na przebudzenie siostry, Tyberiusz dokonał rzeczy nieprawdopodobnej – instruowany przez pielęgniarkę wydziergał na drutach czerwony szalik dla Frey’i.

******

Siedzenie na statku było niewygodne. Po dłuższym czasie bolał ją tyłek. Chciała wstać i pooglądać widoki z pokładu ale nie pozwolili jej. Niewygoda miała tę zaletę, że odwracała uwagę dziewczyny od wydarzeń sprzed kilku dni.
Neptun oszalał. Zabił wszystkich. Zabił ojca, tych ludzi… Nie pamiętała wiele, wszystko działo się tak szybko, zbyt szybko.
- …to specjalna szkoła dla ludzi o umiejętnościach takich jak twoje. Pomożemy ci nad nimi zapanować… – Kobieta, która to mówiła, nie była ani ładna ani brzydka. Ot taka przeciętna. Miała blond loki sięgające ramion, które dodawały jej uroku. Była elegancko ubrana, czyżby przedstawicielka jakiegoś urzędu? Uważnie obserwowała siedzącą naprzeciw niej Freyę, jakby czekając na niewłaściwy ruch. Obok nich stał funkcjonariusz policji z przygotowanym dziwnym pistoletem. Zapewne obezwładniającym.
Czyżby się jej bali?
– Gdzie jest mój brat? – spytała, wyglądając przez okno na morze. Nie mogła przestać o nim myśleć.
– Również trafi na tę samą wyspę, co ty – zapewniła kobieta.
W międzyczasie kelnerka postawiła przed nimi talerze z apetycznie pachnącymi obiadami. Blondynka jeszcze coś mówiła ale Freya jej nie słuchała. Chwyciła za sztućce i ze smakiem zaczęła jeść.
Niedługo potem na horyzoncie zamajaczyły kontury wyspy Hiumy – jej… ich nowego domu.




Szery szery lejdi... Nie umiem pisać wierszy :<



Ostatnio zmieniony przez Freya Hammurabi dnia Sro Paź 22, 2014 1:02 am, w całości zmieniany 7 razy (Reason for editing : POPRAFFFFKI)

2 Re: Venit Chaos - Freya Hammurabi on Pon Paź 20, 2014 6:16 pm

Admin Maś

avatar
Pan i Król
Nigdy nie lubię gnoić ludzi, ale niestety KP jest źle uzupełniona D:

Zaczynając od początku:
Pochodzenia- każda postać niestety musi mieć jakieś, może to być przybrane obywatelstwo, ale coś trzeba wpisać. Po prostu nikt nie wpuści podejrzanych typów do miasta.
Zajęcia- Szkołę wybierz proszę i klasę.
Moc- zaraz sprawdzę, ale i tak będziesz musiała poprawić KP, więc spokojnie… xD
Poziom Mocy- I raczej przejdzie acz z moimi poprawkami małymi.
Umiejętności- http://anotherday.forumpolish.com/t10-umiejetnosci tutaj jest lista. Z niej wybierasz TYLKO nazwę i poziom. Jeżeli czegoś nie ma, a chcesz- daj propozycję umiejętności.
Przedmioty specjalne- „ Pistolet? Miecz? Przenośny zderzacz hadronów? Jeżeli postać ma coś takiego posiadać, należy to wypisać, podając także pochodzenie.” Papierosy i aparat się nie zaliczają do przedmiotów specjalnych. Rower możesz zostawić.

Masz ślicznie rozpisany wygląd i charakter. Cieszę się wiedząc takie mini ściany tekstu. Szkoda tylko, że gubisz nałogowo przecinki… W każdym razie te są w porządku.
A teraz największy zawód- brak historii. Niestety jest wymagana. Można ewentualnie podesłać na pw czy coś, ale wstawić ją trzeba.
„Pomimo tego, że jest raczej drobna, ciosy ma nawet mocne (jak na dziewczynę).„
A to jest umiejętność.

Jak poprawisz daj znać.

Zobacz profil autora http://anotherday.forumpolish.com

3 Re: Venit Chaos - Freya Hammurabi on Sro Paź 22, 2014 1:05 am

Gość

avatar
Gość
Wszystko poprawione. A z przecinkami wiem, że mam problem. Nigdy nie przykładałam specjalnej wagi do nauczenia się zasad gdzie i kiedy trzeba je wpisać także wstawiam je raczej odruchowo. XD

Mam nadzieję, że teraz wszystko jest w porządku c:

4 Re: Venit Chaos - Freya Hammurabi on Sro Paź 22, 2014 6:10 pm

Admin Maś

avatar
Pan i Król
KP śliczne bardzo. Kocham <3 Admin zadowolony. Admin daje 6 z plusem. Akcept, idź grzeszyć z bratem.

Zobacz profil autora http://anotherday.forumpolish.com

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Similar topics

-

» Freya Fawn
» Freya Brand

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach