Aye



You are not connected. Please login or register

Aye » Another Day » Kärdla » 
Wschód Miasta
 » Zaułek za hotelem

Zaułek za hotelem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Zaułek za hotelem on Pią Paź 24, 2014 12:51 pm

Gość

avatar
Gość

Hotel, czy też motel, patrząc na obrazek - nie wygląda na jakieś przyjemne miejsce. Zwłaszcza nocą. Nie ukrywając niczego, spotyka się tutaj skrajne towarzystwo z różnych zakątków miasta. Najczęściej tych, stoczonych na dno.
Znajdują się tam rzecz jasna jakieś bary, miejsca ze striptizem i wolne pokoje. Nic dobrego, przynajmniej dla młodych licealistów. Lepiej nie być na ich miejscu, gdy nauczyciel zastanie kogoś tutaj. Swoją drogą... co mógłby robić tu nauczyciel? Forma odstresowania po ciężkich lekcjach w specjalistycznych szkołach? Chciało się to się ma!
Przykładanie uwagi do pomieszczenia nie jest najważniejsze. Wiadomo jak w burdelu i tyle. Czerwono, różowo i koronkowo z alkoholem na deser. Czy też wisienką. Jak kto woli. Pytanie co tutaj jest też tą wisienką?
Za hotelem, przy tylnym wejściu - jak przystało na element budowy - jest zaułek. Ciemny, ni to szeroki. Trochę niezauważalny z oświetlonej ulicy, bo jest tu pełno kontenerów, pudeł i siat ogrodzeniowych. Na murach pobliskich budynków pełno zbereźnych napisów, graffiti. Kamer brak. Zostały zniszczone. Czy to aby dobrze... przebywać tutaj?
***

2 Re: Zaułek za hotelem on Pią Paź 24, 2014 1:23 pm

Gość

avatar
Gość
Wyszedł z hotelu. Poprawił swój ciemny płaszcz.
- Kurwa. - znowu było zimno. Prócz nasilających się dreszczy, odczuł, że coś kapie mu na nos. I to nie była żadna ściekowa forma wylatujących obrzydliwych cieczy z czyjegoś okna, bądź rynny. Nie. Deszcz. Za chwile to miejsce miało stać się prawdziwym burdelem. O ile nie chodzi o to, z którego parę sekund temu wyszedł Neptun. Drzwi za nim zamknęły się z hukiem. Tyle po przyjemnej (?) pracy.
Podeszwy lepiły się od śmieci i błota. Co za dzielnica. Obrzydliwa. Żerujący na sobie ludzie powinni zostać wyeliminowani. Prawo dżungli. Przetrwa silniejszy, inteligentniejszy. Bo jak pasożyty uczepiają się tych lepszych, sprowadzając ich na dno. Przesada. Ten świat dążył do anarchii. Nie dało się go odratować. Istnienie człowieka zostało zamazane. Nikt już nie powracał do prawowitych wartości. Nie. Nie... wola przetrwania, nawet ta naturalna, przerodziła się w coś gorszego od egoizmu. Tylko w co?
Istniało tylko jedno lekarstwo. Destrukcja. Zniszczyć, a raczej przyspieszyć proces niszczenia ziemi. Pozbyć się wszystkiego, co złe. - Łącznie ze mną, na sam koniec.- zakpił, odpalając papierosa.
Pogoda nie dopisywała. Padał powoli deszcz, a Neptun nie miał parasola. Hahaha... nie. Do diaska... co on tu robił? A już mówię. Gdy tylko mógł, zawsze nocą paradował. To był fakt. Działał na zlecenia, rozwoził towary. Niestety największym kłopotem było to, że działał sam. Czasami miał kupę rzeczy do zrobienia, a miał tylko jedne ręce.
Wypuścił sporo dymu z ust. W prawej dłoni trzymał papierosa, którego przykładał co sekundę do ust. Jakaś grupka osób, zmierzała tędy. No to kiepsko. Dla nich? Czy dla Neptuna? Jeżeli byli zwykłymi ludźmi, nie powinien używać na nich mocy. Dlaczego pomyślał najpierw o tym? Ba... bo wiadomy był fakt, że szanse, iż nie zostanie zaczepiony wynoszą 0,01%.
Dopiero co się zrelaksował, a teraz znowu musiał odgrywać czarny charakter. Tak... obsłużył parę kobiet. Ze dwie czy trzy tej nocy. Jedna świętowała noc panieńską. Jak kto woli. Nie kleiła się aż tak do czarnowłosego, dlatego miał dosyć udaną noc. Nie musiał zaglądać w miejsca, którymi już rzygał nocami, budząc się z koszmarów. A tak... śniły mu się kobiety. Dziś natomiast jakieś sprośne żarciki, udawane uśmieszki, uwodzące komplementy. Tylko po to, aby zadowolić klientkę. Opłaciło się. Spytasz... dlaczego oddawał swoje ciało, skoro mógł otworzyć własny biznes? Po pierwsze, miał powodzenie - zarabiał więcej, niż przeciętna prostytutka. Po drugie, otworzenie biznesu wiązało się z kosztami, wynajęciem lokalu. Neptun stracił wszystko, po zabiciu rodziny. Zaczynał od zera. Musiał w dodatku zajmować się Freyą. Gdyby miał organizację, ludzi do pomocy przy załatwianiu czarnej roboty... rzeczywiście. Wtedy zarabiał by więcej, miał czas na wszystko i nie degradował się na stanowisko męskiej kurwy. Ba! I nie tylko. Dilera, złodzieja i mordercy bo to też robił. Tylko w inne dni tygodnia. A trzeba przecież czasami uważać. Zabije się kogoś raz, to tydzień trza na moment odczekać z robotą, żeby nikt nie złapał. Nie jest to takie proste. Zwłaszcza, że wyspa to kłębowisko konfidentów. Normalnie jak za komuny. Każdy wie kto z kim i gdzie, ile zarabia. Taka prawda. Neptunowi zamiast demokracji przypominało to tak naprawdę jakiś faszyzm, czy też tyranię. Aby tak uważać miał pewne argumenty o których powie się kiedy indziej.
Brak kasy był kłopotliwy. Marzenie Neptuna nie mogło się spełnić. A jakie ono było?
Jak czarnowłosy przewidział, trójka facetów - jeden dość postawny dryblas i dwóch o normalnej, czy też o średniej przeciętnej, budowie ciała - postanowili umilić mu czas. Jakże miło z ich strony. Czy to ładnie zaczepiać chłopaka? Przecież ten mógł zupełnie przypadkiem, kiedyś zadowolić dziewczyny tych panów. Powinni mu być wdzięczni.
Osiemnastolatek nie przyglądał im się za długo. Bardziej irytował się deszczem. Dlaczego w taki momencie? To takie niekomfortowe, a on łatwo się zaziębiał.
- Lalunia zgubiła drogę do domu?- zaczepił pierwszy z nich. Próbowali we trójkę, ustawić wycofującego się Neptuna pod ścianę. Bić się, czy nie? O to jest pytanie. Cholera. W kieszeni płaszcza miał paczkę dla klienta z prochami. Tak to jest, gdy właśnie łączy się wiele rzeczy ze sobą. Powstaje taki miszmasz. Jak się czarnowłosy nie wyrobi z czasem do północy, to będzie miał przekichane, jak ktoś go znajomy zobaczy. Znajomy w cudzysłowie. I tak nie posiadał przyjaciół. Czas... wszystko kumulowało się tylko wokół tego. - Laluni zabrakło głosu?- szturchnął go w ramię facet.
Neptun zaśmiał się. Szanse na wygraną miał wysokie. Deszcz dodatkowo, powodował, że był na wygranej pozycji. Nawet trzech na jednego. Ale... Neptun był osobą zagadkową. Działał według fanaberii. Po co używać mocy... skoro gdy ma się taką zachciankę, wystarczy popaść w jej amok?
- Nawet takie miejsca jak to... mają swoje czarne strony. Ironia losu?- odchylił lekko głowę, a następnie złapał mężczyznę za ramiona, uderzając swoim czołem w niego. Akcja niczym z prawdziwego wrestlingu! Nim dwóch się wtrąciło, czarnowłosy zdążył jeszcze przywalić temu dryblasowi z Bell Clap (czyli nawiasem mówiąc, mocnego uderzenia w uszy), a przy ostatnich sekundach, wyjął nóż, rozcinając krtań facetowi. Krew roztrysnęła się na wszystkie strony. Adwersarz padł na kolana, a Hammurabi starł ubrudzony policzek. Pozostali stali osłupieni, nie wiedząc co robić dalej... Osiemnastolatek odpalił nowego papierosa, bo poprzedni niestety upadł, mu z wrażenia. W końcu jak dobrze pójdzie, może dorwie tych dwóch kolesi naraz? I sprzeda ich narządy?

3 Re: Zaułek za hotelem on Pią Paź 24, 2014 5:11 pm

Gość

avatar
Gość
Vidarowi dzień mijał spokojnie. Po wyjściu z siedzimy Judgementu udał się na mały trening po całym mieście. Ot, do samego wieczora biegał, przeskakiwał barierki, słupki i tym podobne elementy otoczenia. Prędzej czy później naszedł go głód. Nadchodził zmrok, więc ledwo udało mu się dostać do przypadkowej budki z żarciem. Kupił sobie kebaba i zaczął szamać. "Dobre mięsko"- myślał przypominając sobie swoje nieudolne próby zrobienia podobnego dania. Ostatnio skończyło się to rozpłynięciem mięsa kurczaka razem z sosem po posadzce. A pita, czy jak to się zwało po prostu popękała. Teraz jednak zajadał pyszny, chyba arabski przysmak. Pogoda jednak postanowiła zakłócić mu spokojne zażycie węglowodanów. Deszcz rozpadał się na dobre, więc chłopak zaczął plątać się po dzielnicy, aby znaleźć miejsce bezpieczne od kapiącej z nieba wody. Dotarł w tereny jakichś hoteli i innych burdeli. Szczerze mówiąc, niewiele go te miejsca obchodziły, a wejście do lokalu mówiąc "chcę tylko przeczekać deszcz", raczej się dobrze nie skończy. Ot, wywiąże się jakaś większa afera, że co robi tutaj uczeń, on zacznie się bić, oni zaczną z nim walczyć, ktoś zginie i będą z tego same problemy. Kroczył więc ciemnymi uliczkami, aż zauważył dziwną scenkę. Ot, wykrwawiający się koleś, jakiś koleś z nożem oraz dwóch typowych randomów, nie wiedzących co mają zrobić. Prosta dedukcja. Trzech kolesi kontra jeden. Zaatakowali pewnie Ci trzej, wnioskując z zaskoczenia dwóch pozostałych można się domyślać, że myśleli, iż mają przewagę. Pojedynczy koleś gdyby chciał ich zadźgać, to zadźgałby szybko resztę, żeby nie uciekli. Wniosek? Bandziory kontra bliżej nieokreślona osoba, która może być zwykłym cywilem działającym w obronie własnej. Właśnie w takich sytuacjach Vid lubił się wtrącać. Wsadził kebaba w usta i wybiegł do przodu. Gdy jego kroki zostały usłyszane, wszyscy spojrzeli w jego stronę. Najzwyczajniej w świecie wyskoczył i dwiema stopami wylądował na twarzy jednego z tępych oprychów. Poczuł to. Kolesiowi pękła szczęka, po czym wylądował na ziemi. Ciężkie buciory uderzyły w chodnik, kolana się zgięły i... odbił się zaraz po upadku. Młody Quasar trafił jednym z kolan twarz drugiego, zaskoczonego kolesia. Zanim jednak blondyn wylądował, całym ciężarem swojego ciała powalił kolesia. Widział to. Uderzenie głowy o krawędź chodnika. Prawdopodobnie nieprzytomny.
Tak oto, Vidar Quasar skrzyżował swoją drogę z Neptunem Hammurabim. Blondyn obejrzał osobę trzymającą nóż. Byli identycznego wzrostu, jednak wojownik posiadał ciężkie, wojskowe buty dodające mu kilka centymetrów (wzrostu, of kors). Apropos wyglądu, to można rzec, że dla normalnej osoby mógł wydawać się nieco straszny. Długi, brązowy i przemoczony płaszcz z kapturem oraz mokre, wystające z pod niego blond włosy i brak możliwości dostrzeżenia twarzy mogło powodować uczucie niepokoju. Vid spojrzał na nóż i na sposób, w jaki był trzymany. Zawodowiec. Jak to dobrze, że na takie sytuacje przydaje się Krav Maga. Oczywiście, będzie jej potrzebować tylko w przypadku nieprzyjacielskiego nastawienia osobnika. Na razie Quasar nie odezwał się ani słowem. To dlatego, że nadal spod kaptura wystawał mu kebab trzymany w ustach. Wziął go z powrotem do ręki i kęsnął kolejnego dziaba. Obserwował szatyna powoli dziabając jedzenie. Chciał się w końcu najeść.

4 Re: Zaułek za hotelem on Pią Paź 24, 2014 5:37 pm

Gość

avatar
Gość
Nastąpił przyjemny odgłos łamanej szczęki. Och! Porażało ciało, jak piorun! Ale zaraz... przecież nie Neptun to uczynił. Zacmokał zirytowany, drapiąc się po głowie.
- No nie powiem, że nie było to imponujące. - mruknął, mamrocząc coś tam jeszcze niezrozumiałego pod nosem. - Ale ukradłeś moje zdobycze.  - spoglądał na blondyna z żądzą  zemsty. Albo wyrównania rachunków. Tak... tak, to lepiej brzmi. Hammurabi przeanalizował swój kodeks taliona. Czy mówiono w nim coś o tym, gdy ktoś odbiera nam naszą zdobycz? Nie przypominał sobie. Mówi się kurna trudno. Ale... ci ludzie mieli być jego ofiarami na narządy. Złamanej szczęki nie sprzeda nikomu. Kto weźmie byle jakie zęby. W dodatku Neptun nie znał planu kolesia. Albo wtrącił się w walkę, bo tak... albo sprzątnąć chciał mu sprzed nosa zdobycze. W każdym razie - oznaczało to jedno. Wojnę. Oj tak... - Co prawda "hołdem dla artysty jest, gdy go okradają... "- tak... Hammurabi porównał się do artysty.
Neptun podniósł swój nóż do góry, wskazując wyprostowaną ręką na chłopaka, ostrzem. Dzieliło ich kilka metrów.
- Według mojego prawa jest on złodziejem... - tak... tylko, że kodeks talionu, obowiązywał Neptuna tylko jednostronnie. Wysokie mniemanie. Zaczął nagle na głos recytować. - To była kradzież... tak... § 6. Jeśli obywatel mienie boga lub pałacu skradł, obywatel ten zostanie zabity i ten, który rzecz skradzioną w ręce swe przyjął zostanie (także) zabity. - owszem. Czarnowłosy porównał się do boga. - § 7. Jeśli obywatel srebro albo złoto, albo niewolnika, albo niewolnicę, albo byka, albo owcę, albo osła, albo cokolwiek innego z rąk syna obywatela lub niewolnika obywatela, bez świadka i (legalnego) kontraktu kupił, bądź na przechowanie przyjął, człowiek ten jest złodziejem (i) zostanie zabity. - w rzeczy samej, porównał konających kolesi do niewolników... albo do bydła. - § 22 Jeśli obywatel rabunku dokonał i został złapany, człowiek ten zostanie zabity. § 197 Jeżeli kość obywatel złamał, kość złamią mu. - teraz zastanawiał się nad wymierzeniem kary dla jegomościa. Złamanie kości czy samo morderstwo? A może oba na raz? Neptun zawsze gdy był pochłonięty wściekłością, czy nawet lekką irytacją, gadał od rzeczy. O jakiś pierdołach, talionach i tak dalej. Innymi słowy, oko za oko, ząb za ząb. Ale... analizował coś jeszcze. Ten cały blondasek powalił tych dryblasów za jednym zamachem. Osiemnastolatek chwycił się za brodę.
- Przeszkodziłeś mi. - rzekł jeszcze raz, uznając, że to co mówił, było bardziej do niego samego, niż kolesia. - Teraz nic nie wypełni pustki w moim sercu. - o ile jakieś miał. - Niestety... powinienem odegrać się za to na tobie... ale... mam propozycję.- no to zaszalał. - Co powiesz, aby do mnie dołączyć? - spytał z ogromną pewnością siebie.

5 Re: Zaułek za hotelem on Sob Paź 25, 2014 9:54 pm

Gość

avatar
Gość
Gdy koleś zaczął gadać Vid dobył z wnętrza płaszcza drugiego kebaba, zapakowanego na wynos. Wysłuchał pierwsze słowa. Coś o artystach. On się kompletnie nie znał na tego typu sprawach. Był od walki, nie od pisania wierszy. Dziobnął jedzonko. Koleś zaczął gadać coś o prawie i paragrafach, w sumie niektóre były całkiem ciekawe. Zupełnie zignorował wycelowany w jego stronę nóż. Albo sprawiał tylko takie wrażenie. W rzeczywistości przeżuwał kolejne kęsy baraniny bezwiednie, a skupił się na ruchach napastnika. Wyłapał następne słowa z gęstwiny niezrozumiałych ustaw. Coś o zwierzętach.
-Zoo jakieś zakładasz?- spytał cicho, ale chyba wystarczająco słyszalnie- W sumie ciekawe, czy baranina to z barana tylko, czy z owiec też. Nie znam się
Jadł dalej, aż na końcu usłyszał dosyć ciekawe pytanie. Zakończył konsumpcję przełykając ostatni kawałeczek pysznego mięska.
-Do czego dołączyć?- spytał rozglądając się- Mam stać obok ciebie w tym deszczu z nożem wyciągniętym w stronę- ponownie rozejrzał się- Nawet nie wiem o co ci chodzi.
Oblizał palce, po czym założył swoje zwyczajne, brązowe rękawiczki. Ahh, zjadłby jeszcze ze dwa, ostra chcica, a bary już pozamykane. Przyjrzał się dokładnie kolesiowi. Faktycznie, profesjonalne chwyt noża.
-Jak chcesz coś zrobić to rób, jak chcesz powiedzieć to powiedz- wzruszył ramionami- Przyznam, że nie chce mi się moknąć.

6 Re: Zaułek za hotelem on Nie Paź 26, 2014 2:29 pm

Gość

avatar
Gość
Na zdanie o Zoo, Neptun z lekka poczuł się zdezorientowany. Rozejrzał się, a jego wzrok wreszcie utkwił na ledwie żyjących dwóch frajerach. W sumie... czemu by nie? Tylko Zoo składające się z ludzi. Natomiast każdy kto by przyszedł, mógłby na ów "zwierzęta" popatrzeć, dokarmić czy nawet poznęcać się. Ciekawy pomysł. Dobry pomysł. Albo zrobić z tych ludzi coś nawiązującego do "ludzkiej stonogi". Neptun przytakną głową. - Ponoć najlepsza jest wołowina. - odparł wzruszając ramionami. Tak mówił Cejrowski. Zwłaszcza z ciemnej - czy też brązowej krowy. Bo białe smakują jak kurczak, natomiast czarne są mdłe. Więc lepiej tą brązową. W końcu steki. Czyż nie? Chodzące steki... a może by tak z ludzi je robić? Człowiek zjada zwierzęta... zwierzęta jedzą ludzi i zwierzęta... to czemu człowiek nie je ludzi? Niby kanibalizm... ale... może dobry plan na obiad? Coś w stylu "Kochanie, upolowałem dziś obiad" "tak? to co dziś mamy, moją... czy twoją teściową?" - wiele spraw rozwiązanych.
Nagle jeden z mężczyzn zaczął się podnosić. Z pewnością nie orientował się co właściwie zaszło. Krwawił mu cały pysk. Najwyraźniej to ten, któremu blondas złamał szczękę. Czarnowłosy zrobił dwa kroki w przód, zadając mu mocne kopa z góry w kark. Padł momentalnie. Ach, przemoc. Cudowna rzecz.
Na tekst o staniu w deszczu, Neptun złapał się za głowę.
- Poczucie humoru to ty masz... - przyznał. Koleś zdawał się być osobą, której trzeba prostu walić prosto z mostu. No to proszę. Ciekawe co on na to? - Dołączyć do organizacji.  - dodał. No i wiadomo nie liczył, że blondyn się zgodzi od razu. W końcu nie wiedział dalej o co chodzi. Mógł uznać to też za upierdliwe. Ale dlaczego nie warto spróbować? Jeżeli natomiast by odmówił... prawdopodobnie i tak nawiązałaby się konwersacja - w postaci wymiany pięści. Co jak, co ale koleś wtrącił się w bójkę Hammurabiego. - Co ty powiesz na to? Aby dołączyć do mojej organizacji? Sprzysiężenie Wolnych Handlarzy. - nazwę wypalił od tak. Nie zastanawiał się nad tym długo. Jednak gdyby tamten zgodził się... Neptun miałby w swoich szeregach kogoś uzdolnionego. Co za tym by szło, więcej rąk do pomocy. - Lubisz się bić, prawda? - zagadał. - Mógłbym zagwarantować ci swobodną pracę. Zlecenia. Nie musiałbyś martwić się o policję. Wszystkim bym się zajmował. - oferował. Nie zdradzał jeszcze wszystkiego na temat swojej przyszłej organizacji. - Bo tak czy siak, za wtrącenie się w bójkę - jesteś mi coś winien. - rzekł surowo, z groźnym spojrzeniem.
A deszcz padał i padał dalej...

7 Re: Zaułek za hotelem on Nie Paź 26, 2014 7:49 pm

Gość

avatar
Gość
Dokładnie wszystko przeanalizował. Myślał dobrych parę minut. Wymyślił plan. Plan prawie doskonały. Idealny. Coś, co powali na nogi niejednego śledczego w ich sprawie. Pierwsze co zrobił, to pozbył się świadków. Otworzył dwa portale, jeden na chodniku, drugi w kontenerze po drugiej stronie ulicy. Kawałkiem pręta przeturlał dwóch leżących kolesi, więc natychmiast trafili do śmietnika, skąd już raczej rozmowy nie usłyszą. Stanął obok "pracodawcy" i szeptem rozpoczął monolog.
-Skoro potrzebujesz kogoś do walki, to raczej nie handlujesz lizakami- włożył ręce do kieszeni, aby dać poczucie bezpieczeństwa kolesiowi- Sprawa jest prosta. Pobicia, wymuszenia, anihilacja konkurencji, nielegalne, obstawiane walki, uprowadzenia. Jak widzisz, nie zabijam- wskazał kontener- Ale jeśli kogoś Ci doprowadzę, to nie muszę wcale wiedzieć co się z tym kimś stanie. Pamiętaj, że jestem drogi w utrzymaniu. Spokojnie, nie chodzi o pieniądze dla mnie, chodzi o koszt akcji. Nie będę ryzykować złapaniem, dlatego oficjalnie nie istnieję w twoim zoo. Najprościej będzie, jak spotkamy się tu za tydzień lub dwa- wskazał burdel, z którego wyszedł wcześniej jegomość nie wiedząc o jego pracy- Będę tu przychodził co tydzień, następnym razem wytłumaczę Ci dlaczego. Spróbuj znaleźć pokój bez podsłuchów i kamer. Teraz uciekam spać, po treningu i jedzeniu to jest ważniejsze niż rozmowa z kimś takim jak ty.
Wysłuchał ewentualnych odpowiedzi, po czym bez słowa pobiegł gdzieś w kierunku internatu zostawiając jegomościa z domysłami.

[z/t]

8 Re: Zaułek za hotelem on Nie Paź 26, 2014 8:01 pm

Gość

avatar
Gość
- Oficjalnie nie istnieję w Zoo? - prychnął Neptun, kręcąc głową. Człowiek wydawał mu się doprawdy intrygujący, szczery, bezpośredni, a razem tajemniczy. Czy był niebezpieczny? Z pewnością. I tak i nie. Nawet silny gracz, ocenia swojego przeciwnika wysoko. Ale czy mowa tu rzeczywiście o wrogu? Skoro możliwe nawiązała się współpraca? Neptun opuścił nóż. Czyli wszystko szło gładko. - Hahaha... wiedz, że cały ten cyrk pełen zwierząt, oficjalnie istnieć nie może.- wzruszył ramionami. Nie pozostało mu nic innego, jak spotkać się za tydzień z chłopakiem. Co prawda nie znał jego imienia... ale czy nie wydawało się to ekscytujące? - Wszystko da się załatwić. - rzekł spokojnie, również opuszczając to miejsce, zaraz po tym, aż blond facet od kebabów - zniknął.
z/t

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach